2015/06/14

Libster Award

Tak w sumie to jest to druga nominacja. A nominowałam się sama prawie - Sarabeth M. napisała cytuję  "Niech się nominują pierwsze jedenaście osób, a co!" koniec cytatu. Tak więc korzystam^^. I mam nadzieję, że się w tej 11 zmieszczę.

1. Co sądzisz o swoich opowiadaniach?
Odpowiednich? Mam to jedno i jestem średno zadowolona. Wiem, że strasznie to wszystko ciągnę...A na początku było tak dobrze:/
 
2. W jaką postać swojego opowiadania chciałbyś/chciałabyś się wcielić?
Chyba we Florę - choć tu tego nie widać to Flo jawi mi się jako dziewczyna która czerpie z życia całymi garściami i zupełnie nie przejmuje się tym, że nie może mówić jak inni. Zawsze otwarta na nowe znajomości i wytrwała w postanowieniach i pielęgnuje zarówno swój związek, przyjaźnie jak i pasje.

3. Czy w Twoich opowiadaniach istnieją postacie, które z chęcią byś zabił/zabiła?
Puki co nie

4. FABuła czy FAPuła (wolisz w opach fabułę czy seksy)?
To zależy.

5. Ostatnia przeczytana przez Ciebie książka?
"Nefrytowy tron" autorstwa Naomi Novik

6. Co Ci się w w/w książce spodobało?
Smoki (cała seria o smokach)
   
7. Jakie znasz/chcesz poznać języki?
Japoński, Francuzki i może Rosyjski

8. Chcesz podróżować w przyszłości?
Tak

9. Gdzie?
Japonia

10. Dlaczego do tego miejsca?
Zawsze o tym marzyłam
 
11. Cieszysz się z nominacji?
Tak ciesze się. Może zawaliłam poprzednią nominację ale nie tę:)

Ja nominuję Sarabeth.M moi drodzy. 

1. Lubisz horrory?

2. Jakiej muzyki słuchasz?

3. Jaka postać z tego opowiadania przypadła Ci do gustu najbardziej?

4. Opisz dlaczego akurat ta.

5. Położysz się w otwartej trumnie? 

6. Masz do wyboru 3 moce: telepatia, telekineza i regeneracja. Którą wybierzesz?

7. Dlaczego?

8. Jakie fantastyczne zwierze przygarnęłabyś do domu?

9. Ulubione danie.

10. Podoba Ci się to opowiadanie?

11. Czy przeczytałabyś inną historie  mojego autorstwa ?


2015/06/04

Rozdział 24

(Daniel)

Czuł jak nogi mu miękną ale biegł dalej w kierunku znanego samochodu. Mało nie urwał klamki w drzwiach, ale jakoś udało mu się je otworzyć. Wsiadając uderzył się w głowę. Zaraz obok niego usiadł Nick. Daniel miał w głowie milion pytań i bardzo się zmartwił.kiedy tylko drzwi za starszym chłopakiem zamknęły się z trzaskiem Sara ruszyła.


(Sara)

Podczas krótkiej jazdy do szpitala obserwowała siedzących na tylnym siedzeniu młodzieńców. Obaj okazywali zdenerwowanie. Starszy miętolił skraj koszuli, a młodszy zagryzał nieustannie dolna wargę. Nie miała pojęcia jak choć na chwile wyrwać ich z tego stanu. Odgarnęła włosy za ucho, włączyła kierunkowskaz i zatrzymała się na światłach. Zaczekała aż sygnalizacja się zmieni, skręciła i po raz kolejny zerknęła na chłopców. W zdziwieniu uniosła brew. Każdy z nich patrzył teraz przez "swoją" szybę podpierając zewnętrzny policzek ręką lecz nie to ją zaskoczyło. Chłopcy siedzieli od siebie jak najdalej się dało, a jednocześnie pomiędzy nimi na samym środku kanapy były splecione ze sobą dłonie. Nigdy nawet przez chwilę nie przeszło jej przez głowę, że Daniel mógłby chcieć związać się z jakimkolwiek chłopakiem . A tu proszę. Życie lubiło płatać figle. W sercu zrobiło jej się odrobinę cieplej pomimo tego, że Susan leżała w szpitalu. Nigdy nie gardziła osobami odmiennej orientacji, choć sama nie związałaby się z inną kobietą. Zawsze kiedy w towarzystwie schodziło na takie tematy ona sama ku zdumieniu rozmówców twierdziła - "Miłość nie patrzy na wiek, ani płeć. Każdy zasługuje na kawałek własnego nieba". Dlatego też nie skomentowała togo co się działo. Jechała dalej i zatrzymała się dopiero na szpitalnym parkingu. Było jej niedobrze z nerwów. Kilka minut później wysiadali z windy na 3 piętrze. We wskazanym pokoju jej nie znaleźli. Zmartwieni poszli do pokoju pielęgniarek i tam dowiedzieli się, że Susan zabrano na dodatkowe badania i niedługo powinni ją przywieźć z powrotem. Tak więc musieli poczekać.


(Nickolas)

Przyglądał się Danielowi krążącemu w te i z powrotem po korytarzu. Mamrotał coś pod nosem bez ustanku za to on siedział sztywno z dłońmi zaciśniętymi w pięści. Sara stała oparta o ścianę z rekami założonymi na piersi. Każdy miał swój własny sposób na wszystko. Kiedy w końcu w  korytarzu zabrzmiał terkot kółek od łóżka szpitalnego część napięcia z nich uszła. Jednakże tylko w niewielkim stopniu. Chciałby móc cofnąć czas o dobę...nie o 2. Nie upić się i zatrzymać Susan w domu, albo pójść z nią. Oglądanie tej dobrej kobiety w takim stanie jemu samemu sprawiało ból. McCartney miała jedna stronę twarzy granatową, a druga zupełnie normalną  z tym że z tamtej strony na oko został nałożony opatrunek. Całą głowę miała w bandażu i Nickolas zastanawiał się czy nie ogolili jej na łyso. Na odkrytych ramionach było kilka sińców, ale nic po za tym. Innych widocznych obrażeni nie widział. Łóżko pchały dwie pielęgniarki,a obok szedł doktor. Mężczyzna na pewno starszy nawet od Sary zatrzymał się obok ordynator. Odciągnął ją na bok i przez kilka minut rozmawiali cicho. Sara wyraźnie się rozluźniła, ale nie uśmiechnęła. Czyli jest kiepsko, ale mogło być znacznie gorzej. Miał nadzieję, że się nie pomylił. W końcu kobieta podeszła do nich.
- Chlopaki...Posłuchajcie...Susan ma kila sińców na całym ciele, 2 złamane żebra, niewielki uraz oka, krwiaka na twarzy ale na całe szczęście kości nie pękły no i chyba najgorszy z tego wszystkiego jest uraz głowy...Nie zagraża jej życiu, ale jest na tyle poważny, że organizm postanowił zastosować mechanizm obronny. Wszelkie badania to potwierdzają... - Sara szybko wytarła oczy wierzchem dłoni - Su wpadła w śpiączkę i nie wiemy kiedy się obudzi - Nickolasowi żołądek zawiązał się w ciasny supeł, spuścił wzrok na swoje dłonie i nie odzywał się przez długie minuty. W końcu jednak wstał z plastykowego krzesełka i podszedł do Daniela. Potrząsnął chłopakiem lekko wyrywając go z zapewne ponurych myśli i spojrzał na Sarę. Prawie nie widać było po niej niepokoju, ale on znał ją już całkiem dobrze i wiedział, że ta sztywna sylwetka i groźna mina to wszystko co będą teraz oglądać w najbliższym czasie na jej twarzy. 
- Możemy do niej iść? - Shmit skinęła im głową. Weszli do wskazanej im wcześniej sali i stanęli wokół łóżka, Daniel niepewnie chwycił dłoń nieprzytomnej kobiety i pogładził ją kciukiem, Nickolas zrobił to samo z drugiej strony.
- Wracaj do nas szybko Su - przełknął rosnącą w gardle gulę - I nie martw się damy sobie radę. Jak wrócisz do domu wszystko będzie na swoim miejscu.    

...

Po cichu liczę na to, że mnie za to nie udusisz Sarabeth M. Mimo wszystko mam nadzieję, że się rozdział podoba. Pozdrawiam wszystkich czytelników tego bloga i życzę miłego oraz słonecznego długiego weekendu.

2015/05/16

Rozdział 23

Ach witam Was wszystkich po raz kolejny. Powiem szczerze, że teraz to ja powinnam pisać jakąś pracę na zajęcia, ale nie mam do tego głowy. Zamiast tego mam tu taki sobie rozdzialik:D. Miłej lektury życzę^^

...

(Susan)

Nie mogła wiedzieć, że w tej właśnie chwili w jej własnym domu dzieją się rzeczy ważne i warte świętowania. Jednak pomimo tego postanowiła uczcić to o czym już wiedziała. Zadowolona po wyjściu z sądu udała się prosto do pobliskiego supermarketu. Chciała zrobić jakieś dobre ciasto. Wiedziała, że chłopcy z chęcią pochłoną cukiernicze dzieło. Była tylko ciekawa czy spodobają jej się rewelacje jakie dla nich miała. Szła właśnie na najbliższy przystanek z dwiema torbami pełnymi składników nie tylko na ciasto kiedy w kieszeni poczuła najpierw wibracje telefonu, a potem usłyszała dzwonek. Przełożyła jedną z reklamówek do drugiej ręki, wydobyła komórkę z kieszeni i odebrała. Telefon był z sądu. Musiała iść do pracy. Ustalone wcześniej było, że inna młodsza psycholog przyjdzie dzisiaj, ale dziewczyna nieszczęśliwie złamała nogę. Tak więc czekała ją rozprawa. Świętowanie będzie musiało poczekać. Pospiesznie wysłała chłopakom sms i wyłączyła telefon. 

(popołudnie - Daniel)

Odkąd się uspokoił po rozmowie w pokoju siedzieli na dworze. Każdy z nich leżał wygrzewając się na słońcu. Trzeba było korzystać z okazji w końcu nie wiadomo było kiedy zawita jesień i to ta prawdziwa, a nie kalendarzowa. Powyciągani na  leżakach, ani myśleli wstawać. Nawet do telefonu Nickolas nie wstał tylko go podniósł go z trawy, a potem go w te trawę rzucił. Teraz znowu rozległ się sygnał wiadomości i starszy chłopak poszukiwał telefonu po omacku gdyż nie chciało mu się podnosić głowy do góry. W końcu udało mu się telefon w swoje ręce dostać. Nim jednak zdołał go odblokować do ogródka wpadła Alex.
- Ej no! Co z wami jest. Zbierać się i to już! Raz, raz migusiem - zaklaskała dwukrotnie w dłonie
- Ty pisałaś ten sms z przed naszych drzwi czy jak? - wyburczał Nick, a Daniel się zaśmiał 
- Przestań marudzić. Na bank nie pisała tego pod drzwiami. No ale jak się próbuje korzystać z telefonu prawie śpiąc to...No widzisz takie efekty - puścił Alex oczko - A tak w ogóle co tam miałeś napisane?
- Nie mam pojęcia - Collins podrapał się po głowie, a Dan i Alex zachichotali
- Ruszcie sie idziemy do skate parku. Florcia opanowała jakieś nowe triki na deskę - dziewczyna zaczęła podskakiwać w miejscu pokazując im swoje całe uzębienie. Daniel pokręcił głową z niedowierzaniem. Znał dziewczyny już ze 3 - 4 miechy, a mimo to nadal dziwił się jakim cudem od taka Alex od nadmiaru energii jeszcze nie wybuchła. Usiadł na leżaku, założył sandały i podkoszulek po czym wstał i podszedł do Nicka, który ani myślał się ruszyć. Podniósł z ziemi szlaucha i podał dziewczynie, a potem odkręcił dopływ wody. Wrzask był okropny, ale poskutkowało. Nickolas stanął na nogach. Mokry i najwyraźniej odrobinę zły. Bardzo starali się z niego nie śmiać. W końcu Dan poszedł do kuchni i naskrobał na notatniku przyczepionym magnesem do lodówki wiadomość dla Susan dokąd idą i kiedy wrócą, zabrał z szafki zapasowe klucze od domu i wyszedł na zewnątrz. Przed frontowymi drzwiami poczekali na lenia, po zamykali wszystko i poszli. Daniel lubił obserwować Flo robiącą te wszystkie sztuczki, bo jak kiedyś powiedziała Alex, Gray po prostu wymiatała. Wolał to niż smażyć się na słońcu za domem.

(parę minut po 22 - Nickolas)

Zapalił światło w korytarzu i cicho wszedł do środka. Susan zapewne spała już i ani on ani Dan nie chcieli jej budzić. Z uśmiechami na twarzach zsuwali buty i na palcach przemknęli na piętro. Nie byli głodni, więc nie odwiedzali kuchni. Popołudnie mieli udane i bardzo wesołe. Teraz jednak czas na odpoczynek. Daniel miał jutro iść do szkoły. Zanim jednak poszedł do siebie uśmiechnął się do swojego chłopaka i przyciągnął go do siebie po czy mocno uścisnął i wypuścił. Teraz mógł się położyć.

(wcześnie rano)

Ktoś szarpał go za ramie najwyraźniej próbując go przedwcześnie obudzić. On miał dzisiaj wolne, więc nie zamierzał wstawać do 10. Wyrwał rękę i owinął się kołdrą i prawie już z powrotem spał kiedy poduszka została mu wyrwana z pod głowy. Z grymasem niezadowolenia i prośbą o opuszczenie jego lokum podniósł rzeczoną część ciała spodziewając się ujrzeć Susan. Tymczasem przed oczami zobaczył zatroskane oblicze Daniela i natychmiast sie rozbudził. Wygrzebał się z pościeli i usiadł na skraju łóżka.
- Co się stało?
- Susan chyba nie było w domu na noc. Jej obiad stoi w lodówce. Próbowałem się do niej dodzwonić z twojej komórki ale włącza się tylko sekretarka. Jak zadzwoniłem do pani Sary i zapytałem czy jej u niej nie było to powiedziała, że nie widziała jej od grilla w zeszły weekend - Nickowi zrobiło się zimno ze strachu. Taka sytuacja nie miała nigdy miejsca, ale nie mógł sobie pozwolić na panikę.
- Spokojnie - położył dłonie na ramionach Daniela i poważnym ale tez spokojnym tonem powiedział - Musisz zjeść śniadanie i iść na zajęcia inaczej Su nam potem uszy natrze. Ja tez już wstaje, zjem i podzwonię trochę po jej znajomych. nie martw się - młodszy się nieco rozluźnił jednak strapiona mina nie zniknęła z jego twarzy
-  Dobrze. Jadłem i zaraz będę wychodził. Ale daj mi znać jak coś będziesz wiedział.
- Nie ma sprawy - po tym zapewnieniu chłopak wyszedł, a Nick tak jak powiedział wstał i ubrał się i zszedł na dół. Nie miał ochoty na śniadanie. Niepokój skutecznie odbierał mu apetyt. W ciągu następnych 3 godzin obdzwonił wszystkich znajomych kobiety i nie dowiedział się niczego. Już nie wiedział co robić i ta cisza w domu doprowadzała go do szału. Pod wpływem chwili włączył telewizor i przełączył na lokalny kanał informacyjny. Monotonny głos prezenterki zawsze pozwalał mu się chociaż na chwilę wyłączyć. Jednak nie tym razem. Po jego ciele przebiegły nieprzyjemne dreszcze, a żołądek zawiązał się w supeł kiedy dziennikarka przedstawiła apel wystosowany przez policję.

(pracownia biologiczna, gdzieś koło godz 12 - Daniel)

Zupełnie nie mógł się skupić na zajęciach. Jego nowy partner z ławki Sam co i rusz go szturchał by wytrącić go z zamyślenia. Skutkowało na parę chwil. Jego myśli zaprzątała  Susan. Nie miał głowy do słuchania, ani robienia notatek. Bezmyślnie bazgrał tylko po kartce. 
- Możesz mi powiedzieć o czym mówiłam? - niespodziewanie pani Anderson stanęła przed jego ławką i zwróciła wprost do niego. 
- Nie mam pojęcia - odpowiedział szczerze bez cienia skruchy w głosie. Wiedział, że właśnie podpadł u najostrzejszej nauczycielki w szkole (tak krążyła o niej opinia wśród uczniów)  ale naprawdę niewiele go to teraz obchodziło. Otyła starsza kobieta z grymasem wiecznego cierpienia na twarzy rozchyliła usta by wygłosić pod jego adresem jakiś złośliwy komentarz kiedy rozległo się pukanie do drzwi klasy.
- Proszę - oschły ton kobiety najwyraźniej dotarł do osoby za drzwiami i ta już moment później znalazła się wewnątrz. Na twarzy nauczycielki po raz pierwszy zagościł uśmiech, a włosy na karku Daniela stanęły dęba. Przeczuwał niedobre wieści.
- Dzień dobry, pani Anderson. Czy mógłbym prosić o zwolnienie Dniela Atkinsa z reszty zajęć...
-Wiesz, żę cie lubię, ale... równie dobrze wiesz, że nie ma takiej możliwości chłopcze. A i wyjaśnij mi co masz wspólnego z tym nieukiem - wskazała Daniela palcem
- Proszę pani nie mam czasu...
- Tak się nie mówi do starszych. Nie to ci wkładałam do głowy przez całe liceum Nickolasie Collinsie - uderzyła otwartą dłonią w najbliższą ławkę - Wytłumacz się natychmiast! - na twarzy Nica pojawiło się zniecierpliwienie - Daniel też jest adoptowany przez Susan McCartney - wywarzał Collins przez niemal zaciśnięte usta nadal stojąc na baczność
- Nie tym tonem...- Nickolas sapnoł
- Zlituj się Żyleto, naprawdę nie mam czasu  - kobieta sapnęła z oburzenia, a Nick poczochrał sobie włosy - Wpisz mu to zwolnienie! Daniel zbieraj rzeczy, idziemy. Sara czeka z samochodem na dole. - chłopak błyskawicznie zgarnął wszystko do torby i ruszył do drzwi. Wychodząc powiedział cicho "do widzenia". Całą drogę do wyjścia biegli. Odezwał się dopiero przy drzwiach frontowych szkoły.
- Co się dzieje?
- Ktoś pobił Su. Sara nas zawiezie do szpitala.

2015/04/22

Rozdział 22

Witam Wszystkich czytelników. Mam cichą nadzieję, że rozdział się Wam spodoba. Ja osobiście nam wrażenie, że z rozdziału na rozdział pisanie wychodzi mi coraz gorzej. No ale to zostawię do waszej indywidualnej oceny. Już nie przynudzam więcej i zapraszam na kolejny kawałek tej historii.

(Nickolas)

Mało nie odetchnął z odczuwanej ulgi. Spodziewał się pretensji i awantury, a tu proszę...Zakłopotanie wypisane na twarzy i ciekawość, którą ociekało pytanie. Mimowolnie uśmiechnął się i ...chyba go rozzłościł.

(Daniel)

W jednej chwili był po prostu zaciekawiony i w miarę spokojny, ale ten uśmiech...doprowadził go do wrzenia w ułamku sekundy.
- Co cię tak niby bawi!? - warknął - To jakiś żart, tak!?  Wytłumacz mi, bo chyba nie zrozumiałem jego SENSU! ZABRAKŁO CI JĘZYKA W GĘBIE! CHYBA O COŚ PYTAŁEM! ODPOWIADAJ DO JASNEJ CHOLERY!!! - gniew zalał go jeszcze większą falą i przestał zupełnie myśleć nad tym co robi. Rozsądek mimo wszystko wrócił zaskakująco szybko, jednak już w tedy było za późno by mógł się zatrzymać.


(Nickolas)

Tylko wyćwiczony refleks pozwolił mu uniknąć pięści Daniela. Nigdy po chłopaku nie spodziewał się czegoś takiego. Nie miał też pomysłu za co by to miało być. Na myślenie jednak przyjdzie czas później. Teraz trzeba było działać. Adkins przy zamachu stracił równowagę i był na prostej drodze kolizyjnej ze ścianą. Nick więc odruchowo chwycił go za ramie  i podtrzymał by jednak do niechcianego spotkania nie doszło. Kiedy młodszy z chłopaków stanął w końcu  pewniej na nogach zaczął się od razu wyrywać. Nickolasowi  przez głowę nie przeszło nawet by go przytrzymywać siłą więc niemal od razu go puścił. Zielonooki  z wyraźnym zamiarem wyjścia odwrócił się na moment, który wystarczył by serce Nicka zamarło na krótką chwilę. Twarz Daniela była mokra od łez, na wargach gościł brzydki grymas, a oczy wypełnione nie tylko łzami ale też rozczarowaniem. Jak prędko chłopaka puścił tak równie szybko przyciągnął go teraz do siebie. I na nic już teraz zdało się wyrywanie, a także uderzenia pięściami  gdzie popadnie. Nie odpuścił. W końcu chłopak w jego ramionach znieruchomiał. Oparł głowę o jego klatkę piersiową. Nickolas słuchał jego urywanego oddechu jednocześnie głaskając go po jasnych nieco przydługich włosach. Razem w końcu usiedli pod ścianą naprzeciw siebie. Nickolas kilka chwil później zwolnił uchwyt w okół węższych pleców. Teraz był pewien, że Daniel nie ucieknie. Uniósł podbródek chłopaka i spojrzał w te jeszcze lekko zaszklone szmaragdy. Obiął dłońmi jego twarz i kciukami starł mokre ślady z policzków. Musiał zachować trzeźwość umysłu. Nie chciał teraz kolejnej niezamierzonej głupoty.
- Teraz spokojnie powiedz o co ci chodzi, dobrze?
- A wcześniej nie było spokojnie i wyraźnie? - Daniel obrócił głowę w bok
- Wyraźnie na pewno - parsknął śmiechem - ale nie jasno i spokojnie. Nie wiem też za bardzo o co ci konkretne chodziło. Przyszedłeś i chciałeś rozmawiać. Tyle wiem. - Daniel sapnął z oburzenia
- Przestań się mną bawić! Nie jestem rzeczą i mam uczucia, wiesz?! - wy warczał na jednym oddechu i zaczął wstawać. I znów zadziałał refleks. Nick błyskawicznie przytrzymał chłopaka.
- Czekaaaj - bardzo nie spodobał mu się tok myślenia młodszego - Ja wcale...nie mógłbym... - wziął głęboki wdech, a potem powoli wypuścił powietrze - Oczywiście nie jesteś rzeczą i daj mi chwilę, a wyjaśnię chociaż trochę. Jak tu wszedłeś to byłem zdenerwowany, bo spodziewałem się jakiejś awantury, a ty przeszedłeś tu w zupełnie innym nastroju i aż się z radości uśmiechałem.  Pomyślałeś, że się z ciebie śmieję, tak ? - Adkins w końcu skinął twierdząco głową - Nigdy dotąd nie śmiałem się z ciebie. Co najwyżej z twoich żartów, ewentual...
- Czym ty się tak denerwowałeś, niby? Już się kłóciliśmy przecież.
- ... nie z tobą. - a jeszcze przed chwilą wyjaśnienia wydawały mu się czymś prostym. Miał bowiem nadzieję, że Dan będzie po prostu spokojnie słuchał jak zawsze, tymczasem chłopak dzisiaj był trochę przekorny - No i się wkurzyłeś. A miałem stres bo to co odstawiłem na dole wcześniej było nie na miejscu. To nie powinno się zdarzyć. Przecież wiem przez co przeszedłeś.
- A co to ma niby do rzeczy? I właściwie dlaczego to zrobiłeś - na policzkach chłopaka wyszedł lekki rumieniec - jeny jak jakaś panienka - wymamrotał ciszej na co Nick się uśmiechnął
- Uroczo z nimi wyglądasz - rumieńce się pogłębiły, a jego broda opadła niżej - Nie uciekaj mi tu wzrokiem. Chcę ci powiedzieć coś bardzo ważnego. - ponownie uniósł mu brodę, a jego ton znacznie spoważniał  -  Twoja osoba niesamowicie mnie przyciąga. Chciałbym być stale obok ciebie i patrzyć na twój uśmiech, a i też wspierać kiedy coś pójdzie źle. Nie jako przyjaciel, ani brat. Tylko ktoś więcej. Chciałbym zostać twoim partnerem czy może chłopakiem, nie wiem... Nazwij to jak chcesz, ale...chciałbym spróbować - miał wrażenie, że właśnie mocno się wygłupił. To co mówił nie brzmiało jak powinno, ale nie umiał znaleźć innych słów. Jeśli Daniel się nie zgodzi teraz to i tak nie szkodzi. Mógł poczekać na niego. 


(Daniel)

Głos uwiązł mu w gardle z nagromadzonych emocji i miał wrażenie, że za chwilę znów będzie płakał. Ze szczęścia. Nie chciał płakać w takiej chwili. Obrócił głowę w bok i wierzchem dłoni zebrał zbierającą się już w kącikach oczu wilgoć. Nie był w stanie odezwać się teraz. Jednak nie mógł zostawić Nicka bez odpowiedzi. Ze zdenerwowania oblizał wargi.
- Jeśli nie teraz, to nic. - Nickolas uśmiechnął się łagodnie - Poczekam.
Dan przysunął się o kilka centymetrów bliżej, a potem lekko wychylił i sięgnął do ust drugiego chłopaka. Lekko je tylko musnął. Raz i drugi na co Nickolas również ostrożnie odpowiedział. W Danielu obudził się strach. Nie chciał zabrnąć za daleko więc przerwał. Nie był jeszcze gotów na coś mocniejszego. Niby sam wyszedł z inicjatywą, a teraz drżał jak liść. Oparł głowę na ramieniu dziewiętnastolatka i przełknął ślinę. W następnym monecie raniona Nica opięły go szczelnie i pociągnęły. Znalazł się na kolanach. 
- Nie musimy się z tym spieszyć. Mamy czas na wszystko - szept tuż przy uchu wystarczył by trochę się uspokoił. Ufał mu. I w chwili obecnej mógłby powiedzieć, że może tak zostać na wieczność.
 

2015/03/13

Rozdział 21

Witam wszystkich ponownie. Mam nadzieję, że jeszcze mam kogo witać :) Kimichi mam do Ciebie ogromną prośbę. Nie zabijaj mnie.
Nie będę więcej nudzić. Zapraszam na rozdział.

(Susan)


Zupełnie nie zwracając uwagi na protesty młodej sekretarki weszła do biura rzecznika prasowego sądu. Mężczyzna który aktualnie pełnił tę funkcję w stał ze swojego fotela i pochylił się do przodu opierając dłonie na blacie biurka.
- Liso prosiłem...
- Dzień dobry panu - Su nie dała mu dokończyć reprymendy - przyszłam w sprawie wywiadu - ta informacja wyraźnie ułagodziła mężczyznę
- Dobrze. Udzielę pani wywiadu jak tylko skończę rozmawiać z pani koleżanką po fachu - uśmiechnął się miło - Czy mogłaby pani poczekać na korytarzu?
- Przykro mi ale nie - również uśmiechnęła się miło i wyciągnęła z torebki dyktafon - To zajmie najwyżej chwilkę. Mam tylko kilka malutkich pytań i może zacznę od...? - udała zamyślenie i płynnym ruchem włączyła dyktafon - Mógłby mi pan powiedzieć kiedy do opiekunów ofiary Jamesa. A zostało wysłane zawiadomienie o rozpoczęciu procesu? - wykonał pospiesznie kilka telefonów 
- Przedwczoraj - miała ochotę urwać mu głowę
- Jaki jest czas określony przez urząd pocztowy na dostarczenie przesyłki poleconej? 
- Dwa dni robocze - zmarszczył brwi. Najwyraźniej nadal nie widział celu w jej pytaniach
- Czy myśli pan, że zawiadomienie dotarło do adresata przed konferencja prasową?
- Nie wydaje mi się - powoli tracił spokój
- Mam jeszcze tylko jedno pytanie. Czy takich informacji udziela pan każdemu? 
- Tylko dziennikarzom.
- Naprawdę?! Proszę mi powiedzieć z jakiej stacji telewizyjnej lub radiowej przyszłam i jak się nazywam. - mocno pobladł , a kobieta na stołku przed biurkiem rozchyliła usta w zdziwieniu
- Nie wie pan ponieważ się nie przedstawiłam. Nie posiadam również identyfikatora tak jak pani Rachel - zerknęła na kobietę - wystarczyło zaproponować wywiad i nic innego się nie liczyło dla pana. To tylko dowodzi, że priorytetem jest u pana kariera. Od ludzi takich jak pan wymaga się nie tylko prezencji i godnego reprezentowania urzędu, ale również dbania o komfort psychiczny ofiar i ich rodzin. Z pewnością ofiara Jamesa. A ani jego obecni opiekunowie nie czuli się komfortowo dowiadując się o rozpoczęciu procesu z mediów. W takim wypadku mogę tylko złożyć to nagranie wraz z pisemną skargą prosto na ręce rzecznika praw ofiar - wyłączyła dyktafon - Nie mam zamiaru publikować taśmy w mediach - wypuścił wstrzymywanie powietrze - jednak nie mogę tego samego zagwarantować ze strony obecnej tu pani - wskazała kobietę - A teraz już nie będę zawracać panu głowy proszę kontynuować wywiad. Do widzenia. - odwróciła się i wyszła. Chwilę później dogoniła ją dziennikarka.
- Przepraszam. czy mogę zadać jedno pytanie?
- Proszę bardzo.
- Jaki ma pani związek z ofiarą oskarżonego o gwałt Jamesa. A 
- Obecnie jestem prawną opiekunką chłopca. Nazywam się McCartney.
- Jak dowiedziała się pani o procesie?
- Z telewizji i to zupełnie przypadkiem. Podczas przerwy w pracy. Nie wyobraża sobie pani co to był za koszmar. Na niczym innym nie mogłam się później skupić. A kiedy wreszcie wróciłam do domu...Och! Myślałam, że nałykał się leków, ale cieszyłam się, że wymiotuje. Niewiele brakowało, a wezwałabym pogotowie - zaśmiała się nerwowo - Dobrze, że moja przyjaciółka podeszła do sprawy trochę spokojniej. Mięta tu dużo pomogła. Zjadła by pani cały słoik nutelli? - kobieta pokręciła przecząco głową - On zjadł. Została tam może łyżka. Ależ mi wtedy ulżyło, że nie zrobił sobie krzywdy - uśmiechnęła się -  Przepraszam. Na mnie już czas.  Muszę już iść. 
- Tak oczywiście. Dziękuję i do widzenia.
- Do widzenia  - Susan odwróciła się do kobiety plecami i ruszyła w odpowiednim kierunku. Doskonale widziała gdzie znajduje się to konkretne biuro. Po drodze jeszcze zatrzymała się przy jednym z okien i na papierze kancelaryjnym który zabrała ze sobą  napisała skargę. Potem udała się prosto do jednego z gabinetów.

(Daniel)

 Nie potrafił się uspokoić. Czuł nadal, że policzki mu płoną. Czemu musiał się tak rumienić. Uniósł dłoń do twarzy i opuszkami przesunął po policzku. To co się stało...Wydawało mu się snem. Jednak z każdą upływającą chwilą docierało do niego, że to się naprawdę stało. Powoli wstał z kuchennego krzesła i ruszył ku schodom. Chciałby porozmawiać, ale bał się tego co może usłyszeć. Szedł do pokoju Nicka, a każdy kolejny krok wydawał się cięższy i trudniejszy od poprzedniego. Po wydawałoby się stuleciach stanął przed właściwymi drzwiami i nacisnął klamkę. Drewno ustąpiło i znalazł się w środku. Zamknął je za sobą w innym wypadku odwróciłby się i uciekł. Nickolas stał przy oknie przodem do niego z rekami po bokach i niepokojem na twarzy. Daniel już się nie chciał wycofywać. Nabrał powietrza w płuca i wypuścił je powoli.
- Możesz mi powiedzieć co to miało znaczyć?
CHCESZ OTRZYMYWAĆ INFORMACJE O NOWYCH NOTKACH BEZPOŚREDNIO PO TYM JAK SIĘ POJAWIĄ? NAPISZ SWÓJ NUMER GG BĄDŹ ADRES MAIL W KOMENTARZU! NA PEWNO O TOBIE NIE ZAPOMNĘ ^^.