2013/10/01

Co mam robić?

Rozważam ostatnio zawieszenie bądź skasowanie tego bloga. Dlaczego? No cóż mam wrażenie, że nie czyta tego nikt po za  Kimichi. I choć wiem, że jest wierną czytelniczka i zawsze niecierpliwie czeka na kolejny kawałek tej historii to trochę ciężko mi się zmotywować. Kolejny rozdział mam napisany w notesie, ale nie mam ochoty go przepisywać. Ciężko mi z wiedzą, że niemal nikt tego nie czyta. To przykre. Dlatego jeśli ta opowieść ma ujrzeć koniec proszę Wszystkich którzy to czytają - a nie widzę po śladu - odezwijcie się i dajcie mi siłę której potrzebuję. Wiedzcie, że nie pisze tego dla siebie, a dla Was.

2013/09/12

Rozdział 11

(Nickolas)

Zupełnie nie wiedział jakiej reakcji się po chłopaku spodziewać. Daniel siedział pochylony nad urzędowym pismem i przyswajał sobie jego treść. Z tego co zauważył Nick czytał to wszystko po raz któryś. Najwyraźniej był w szoku. Położył dłonie przed sobą i zatrzęsły mu się ramiona od hamowanego płaczu.

(Daniel)

Jak bardzo pragnął się nie rozpłakać. Ale nie potrafił tego powstrzymać. Chwilę później łzy spływały strumieniem po policzkach. Ile musiało to sprawić przykrości dwójce jego opiekunów, a przecież on nie płakał ze smutku, ani złości. Ta wiadomość z sądu napełniła jego serce po brzegi ciepłem. Tylko nie potrafi się uśmiechnąć. Przerażało go to trochę. Płacząc zsunął się z łóżka i podreptał do Su po czym wdrapał się jej na kolana i przytulił. Liczył na to, że go nie odepchnie i nie wyśmieje. Miał nadzieję, że ona to pojmie...zrozumie go.


(Susan)

Pogłaskała chłopaka po głowie. Wiedziała, że Daniel jest szczęśliwy ale inaczej nie potrafi tego wyrazić. Możne za jakiś czas zobaczy szczery i radosny uśmiech na jego twarzy. Chciała by nastąpiło to w niedługim czasie. Serce jej się krajało gdy patrzyła na jego łzy i nie pomagał fakt, że są to łzy szczęścia.

(Nickolas)



Zapłakany Adkins w końcu usnął. Susan ostrożnie ułożyła chłopaka w łóżku i okryła kołdrą, a potem oboje po cichu wyszli. Zeszli na dół do szpitalnej kawiarenki. Tam usiedli przy jednym z dwóch dostępnych stolików uprzednio kupując kawę i styropianowych kubkach i słodkie bułeczki. Obojgu znacznie ulżyło. Wiedział, że McCartney od początku planowała przygarnięcie chłopaka pod swoje skrzydła. Cieszył się z jej sukcesu jednak nie tylko z tego. Przyzwyczaił się już do milczącego towarzysza i nawet polubił czytanie. Te popołudnia z Danielem sprawiały mu naprawdę dużo przyjemności. Chłopak obudził w nim ciepło jakiego dotąd nie znał. Nicolas miał nadzieję, że kiedyś Daniel się otworzy. Przed jego o czami niespodziewanie pojawiło się coś rozmazanego o cielistym kolorze. Odsunął się gwałtownie od tego i prawie wywrócił z krzesłem. Susan stłumiła śmiech.
- Na jaka planetę odleciałeś? Mówię do ciebie a ty w ogóle mnie nie słuchasz.
- Przepraszam
- Wybaczone, a teraz... powiedz mi jak to z twoją pracą. Dasz radę przez kilka dni tu przychodzić do Daniela? Popołudniami?
- Zaczekaj muszę zadzwonić - zajęło mu to parę minut ale udało się - Załatwione. Cały ten tydzień będę miał pierwszą zmianę, ale na więcej się nie zgodzili - Susan uśmiechnęła się z zadowoleniem
- Myślę, że więcej to nie zajmie. Może nawet mniej
- Co ty planujesz robić w wolnym czasie.
- Wcale nie będzie taki znowu wolny. Planujemy z Sarą wybrać się na zakupy - oczy jej zamigotały z podniecenia - Trzeba kupić tyle rzeczy...
- Rozumiem - powiedział ostrożnie, bo chociaż miał podejrzenia to jednak były one nie potwierdzone - A co zamierzacie kupować?
- Ubrania, meble, farby i parę innych potrzebnych drobiazgów. Najpierw jednak trzeba opróżnić graciarnie. Planuję zrobić wyprzedaż garażową... czemu się tak uśmiechasz?
Nicolas istotnie uśmiechał się i to całkiem szeroko. Miał do tego konkretny powód. Rudowłosa kobieta zmarszczyła brwi.
-  Pamiętasz jak 2 lata temu chciałem posprzątać graty stamtąd. Broniłaś tych śmieci rękoma i nogami i stwierdziłaś, że nigdy się tego nie pozbędziesz - uśmiechnął się - założyliśmy się wtedy. Konkretnie o to, że w ciągu najbliższych 5 lat pozbędziesz się tych rzeczy i to była moja opcja. Ty uparłaś się na coś zupełnie przeciwnego. - Su zacisnęła usta w cienką linię
- Masz zdecydowanie za dobrą pamięć. Sfinansuje ci to prawko, ale motocykl musisz kupić za własne pieniądze - wyszczerzył do niej wszystkie zęby
- Powoli po trochu odkładałem.
- Bestia - powiedziała psycholog i wstała - chodźmy. Trzeba jeszcze zapytać Sarę o datę wypisu.


(6 dni później - Daniel)

 McCartney w asyście dwóch policjantów poszła po jego rzeczy. On sam do tego piekła wchodzić nie chciał dlatego teraz siedział  z panią Shmit w zaparkowanym pod blokiem samochodzie. Nie przypominał sobie by miał aż tyle rzeczy by pakować je przez 2 godziny. Zaczął przysypiać kiedy w końcu się zjawiła. Przez ramię miała przewieszoną średniej wielkości torbę treningową w której zapewne były wszystkie jego przybory szkolne i ubrania. W ręku zaś niosła coś opakowanego w aluminiową folię. Kilka chwil później usiadła na  siedzeniu obok kierowcy z miną wyrażającą wielka ulgę.
- Masz bardzo rozgadanych sąsiadów - rzekła zapinając pas

(Sara)

Stanęli przed jednopiętrowym domkiem na obrzeżach miasta. Przypuszczała, że nie tylko ona jest tak podenerwowana. Siedzący na tylim siedzeniu chłopak rozglądał się uważnie dookoła. Za to właścicielka domu była spokojna. Sara wyjęła klucz ze stacyjki, odpięła pas i wysiadła. Nastolatek był wyraźnie spięty. Niepewnie podążał za swoją obecna opiekunką co chwila oglądając się za siebie. Zupełnie tak jakby ktoś miał za chwile wyskoczyć ze śmietnika czy skądkolwiek krzycząc "wracaj skąd przyszedłeś to był żart". To tylko świadczyło o braku pewności siebie, ale ją odzyska. Poszła za nimi. W środku czekał Nicolas z ciepłą herbatą dla pań i sokiem dla nich. Suzi postawiła na stole dopiero co odpakowane ciasto. Podarek od jednej z rozgadanych pań z bloku Daniela. Ciepła szarlotka bardzo przyczyniła się do poprawienia wszystkim samopoczucia. Po należytym odpoczynku przyszedł dla Adkinsa czas na zaznajomienie się z rozkładem domu. Miała tylko nadzieję, że nie jet tak marną projektantką wnętrz jak jej przyjaciółka.

(Daniel)

Pokój był wspaniały. Nie spodziewał się niczego takiego i nie oczekiwał. Niewiele brakowało by się rozpłakał. Ostatnio często płakał...
- Podziękuj Sarze. To ona urządzała ci pokój. Su wcisnęłaby tu wszystko co przypadłoby jej do gustu nie bacząc na to czy do siebie pasuje. Potem pokarzę ci mój. Też odnowiony i ja już za to podziękowałem wczoraj - Daniel obrócił się na piecie o 180 stopni. Nicolas stał w drzwiach. Z ramionami skrzyżowanymi na piersi opierał się o framugę i uśmiechał się. Daniel popatrzył na świeżo upieczonego studenta z wyrzutem po czym zszedł na duł do salonu by faktycznie podziękować dekoratorce.


(Sara)

 Chłopak stał już tak kilka minut i najwyraźniej nie wiedział co począć ze sobą. Wyłamywał palce co świadczyło tylko o jego zdenerwowaniu. Prawdopodobnie przyszedł tu z jakimś zamiarem ale stracił całą odwagę. Susan obserwowała go spokojnie tak jak Sara. Daniel jednak nie wyrzekłszy słowa w końcu poszedł na górę.

...

Popołudnie całkiem mile spędzone, pomyślała zapinając pas bezpieczeństwa. Odpaliła silnik i wrzuciła wsteczny chcąc wycofać samochód z podjazdu jednak zatrzymała się. Z domu wypadł Daniel i podbiegł do drzwi od strony kierowcy. Opuściła szybę.
- Co się stało? Zostawiłeś coś u mnie w samochodzie?
- Nie...ja ..ja...chciałempodziekowaćzapanipracę - ledwo zrozumiała co do niej powiedział i już go nie było. Uśmiechnęła się i wycofała samochód - Nie ma za co Dan, nie ma za co. - mruknęła do siebie zerkając w stronę domu i odjechała.

...

Przepraszam za taki długi okres oczekiwania i tak nudny rozdział. Ciężko mi ostatnio cokolwiek napisać. Cierpię na brak weny i lenistwo. Z czego to drugie jest chyba większym problemem (wena kiedyś wróci). Następny rozdział postaram się napisać i dodać szybciej.


Pokój Nicolasa

Pokój Daniela

2013/08/19

Rozdział 10

Przepraszam za tak długa przerwę. Chciałabym mieć coś na swoje usprawiedliwienie, ale nie mam. No chyba, że weźmie się pod uwagę moją niechęć do czegokolwiek ostatnio. Dobra nie zanudzam. Czytajcie.

(Susan)

Kilka ostatnich dni było naprawdę spokojnych. Wyraźnie widziała w Danielu zachodzące zmiany. Pozytywne zmiany. Co więcej między chłopcami nawiązała się jakaś więź i w duchu liczyła, że kiedyś zmieni się to w przyjaźń. Nawet jeśli nie uda jej się adoptować Adkinsa. Nie chciała by chłopcy stracili ze sobą kontakt. Skrzywiła się nieco słysząc czytany cicho teks. Przecież prosiła Nicolasa by wypożyczył coś innego jednak ten zawsze wymawiał się brakiem czasu. Upomni go o to kiedy znajdzie się z nim sam na sam. a na razie niech ta chwila trwa.


(Sara)

Sara była zła. Nie to mało powiedziane. Była wściekła. Powodem jej niezbyt pozytywnego nastroju była rozmowa telefoniczna którą dopiero co zakończyła. Jakiś urzędas raczył do niej zadzwonić i wręcz nakazał sprowadzić na jutro psychologa. Będzie potrzebny do przesłuchania Daniela Adkinsa. Shmit cieszyła się, że sprawa oprawców chłopaka tak szybko się toczy, ale...no właśnie. Prokuratura nie skonsultowała tego z psychologiem. Susan nie będzie zachwycona. Ordynator weszła do izolatki i 3 pary oku natychmiast spoczęły na niej.
- Su mogę cie na chwilę do mnie prosić - kobieta wstała i poszła do jej gabinetu. Sara przeczuwała, że ta rozmowa to będzie piekło.


(jakiś czas później - Susan)

Suzan weszła do izolatki. Było już troch późno i spodziewała się, że Nicolasa dawno już nie będzie, a jednak chłopak siedział przy stole. Rękom podpierał podbródek i patrzył przez okno. Cicho do niego podeszła i dotknęła jego ramienia. Odwrócił ku niej głowę i uśmiechnął się lekko.
- Suzi czy on z nami zamieszka? - zaskoczył ją nieco tym pytaniem
- Staram się o to, ale nie wiem czy mi się uda.
- W porządku - przeciągnął się i  wstał - Idę do domu
Zebrał rzeczy i z cichym dobranoc wyszedł. Kobieta cieszyła się, że jej podopieczny o nic innego nie pytał. Usiadła na skraju łóżka Daniela i chwile mu się przyglądała. Spał tak spokojne i wcale nie chciała tego przerywać. Mimo wszystko musiała to jednak zrobić. Musiała uprzedzić chłopaka o jutrzejszym spotkaniu. jeśli by tego nie zrobiła prawdopodobnie byłby jutro przerażony i straciłby do niej zaufanie które z wielkim trudem udało jej się zdobyć. Nie mogła do żadnej z tych rzeczy dopuścić.


(następnego dnia godz około 15 - Daniel)


Bardzo się denerwował. Susan wczoraj była bardzo w porządku i uprzedziła go o czekającym go przesłuchaniu. Był jej za to oczywiście wdzięczny. Przynajmniej nie był przerażony. Nie wiedział czy będzie w stanie opowiedzieć o tym co zaszło w domu. Jednak nie dano mu innej możliwości jak spróbować. Przynajmniej nie będzie sam. McCartney obiecała, że zostanie z nim. 

...

William Stell ma 46 lat i właśnie szedł szpitalnym korytarzem z przylepionym do twarzy pogodnym uśmiechem. Jednak daleko było mu do szczęścia. Był policjantem. Miał dzisiaj usłyszeć zaznania pewnego nastolatka, nagrać je i zanieść do prokuratury. Zadanie niby nie było bardzo skomplikowane, ale w obliczu tego co się stało...Will widział, że będzie ciężko. Nie chciał dręczyć dzieciaka ale zewsząd był naciskany. Sprawa pokazana była w ogólnokrajowych mediach. Cały naród chciał jak najszybszego wyroku. Gliniarz nie mógł zrozumieć dlaczego zeznania naocznych świadków nie wystarczą. Do tego opinia psychologa wyraźnie wskazywała na to, że młody Adkins nie jest jeszcze psychicznie na to gotowy. No ale cóż... Tak więc Will szedł teraz przesłuchać ofiarę. Niestety towarzyszyć mu miał inny policjant, który niedawno został przeniesiony do wydziału. Jim Bell był niecierpliwy i porywczy. Tego właśnie najbardziej dzisiaj obawiał się Will. Żadnego z przełożonych to nie obchodziło.


(Jim)

Ta robota była naprawdę głupia. Został zdegradowany i przeniesiony do głupiego podrzędnego durnego wydziału. I to tylko za to, że pobił tego głupiego świadka. Nie dziwił się już teraz, że obywatele tak się wściekają na umundurowanych. Dobrze, że miał znajomości na wyższym szczeblu. Wszedł za swoim nowym partnerem do jednej z sal i kiedy ten mu polecił rozstawił sprzęt, uruchomił go i usiadł w kacie pokoju.  przysłuchiwał się  zeznaniom, a raczej temu co miało być zeznaniami. Chłopak nie dość że ledwo poruszał wargami, to słowa były pojedyncze i niewyraźne. Mówił mało milczał długo, a słownictwo nie było jakoś wyszukane. Bell nie mógł pojąć nad czym ten dzieciak się zastanawia. Policjant co chwila zerkał na zegarek. Z każda minutą był coraz bardziej poirytowany. Minęła prawie godzina, a poszkodowany raczył wydukać zaledwie powrót do domu i to że go poszarpali. Jak tak dalej pójdzie to do jutra tego nie skończą.


(Daniel)

Weszło ich dwóch jeden był łysiejącym panem po 40 i miał wąsy, a drugi całkiem młody z wiązanymi w kitkę włosami. Nie był tym zachwycony. Czuł, że nie chce się z tym dzielić. To było takie upokarzające. Ten starszy przedstawił siebie i kolegę po czym rozstawili kamerę i po sprawdzeniu czy działa pan Bell usiadł w kącie w rogu pokoju, a William Stell umiejscowił się obok Susan i spokojnie powiedział.
- Spróbuj nam teraz opowiedzieć co się wtedy stało. Dobrze? Nie musisz się spieszyć. Mamy dużo czasu. Jeśli jednak poczujesz, że nie dasz rady przerwiemy i nikt nie będzie miał ci tego za złe. Zrozumiałeś.
Gardło wyschło mu na wiór więc tylko skinął głową. Potem opuścił wzrok i zaczął wpatrywać się w swoje dłonie. Przez kolejne kilka minut milczał, a kiedy w końcu z jego ust wydobyły się jakiekolwiek słowa to były one strasznie ciche. Miał wrażenie, ze oni go nie słyszą. No i nie potrafił wydusić z siebie więcej niż 3 do 4 słów na kilka minut. Mimo wcześniejszych zapewnień, że wszystko będzie dobrze jak nie będzie się spieszył Daniel z każdą mijającą minutą czuł, że spieprzył na całej linii. Nie chciał zawieźć Su ani utrudniać pracy ludziom którzy poświęcali dla niego swój czas, ale jednak...nie potrafił sprostać przeszłości. Zamilkł na długi czas. Nadal trwał w tej samej pozycji. Obawiał się spojrzeń pełnych gniewu i rezygnacji. Zawalił.

(Will)

Stell od początku wiedział, że chłopak nie będzie w stanie nic powiedzieć. Widać było, że stara się jednak lek przed tym co się stało blokował go. Naprawdę nie miał mu tego za złe. Im dłuższe były przerwy tym wyraźniej było widać jego zmagania ze sobą. Szkoda mu było patrzeć jak się męczy. Po około godzinie Adkins zamilkł na dobre. Drugą godzinę siedzieli w ciszy. No koniec. Zaciął się. Mężczyzna przeciągnął się. Nic kompletnie z tego nie będzie. Musi to teraz przerwać. Nim jednak zdołał powiedzieć choć słowo z zadziwiającą wręcz prędkością coś przemknęło obok. A potem rozległ się dźwięk wymierzanego ciosu.  
~Kurwa tylko nie to!~ przemknęło mu przez myśl i rzucił się by odciągnąć partnera od nastolatka. Za nim podążyła psycholog.

(Jim)

Czuł że dużej tego nie wytrzyma. Podniósł się i podbiegł do chłopaka. Złapał go za włosy jedną ręką, drugą zwinął w pięść i uderzył
- Myślisz, że ja nie mam nic lepszego do roboty. Owszem mam masę ciekawszych rzeczy - wywarczał - No dalej. Pospiesz się. Powiedz jak cie tatuś w dupę wypieprzył i jak ci dobrze było. Tylko tyle chcemy usłyszeć. Rozumiesz śmieciu. Rozumiesz...- zamachnął się po raz drugi, jednak nim spadł cios ktoś szarpnął go za włosy.


(Nickolas)

Wszedł do sali i zamarł. Zupełnie nie rozumiał co tu się dzieję.  Dwaj gliniarze, Susan i Daniel. Z czego Susan i jeden z policjantów starali się odciągnąć tego drugiego od chłopaka. W jednej chwili wszystko się wyjaśniło. Facet z kucykiem chciał Daniela bić. Kawałki układanki wskoczyły na miejsce. Nickolas doskoczył do funkcjonariusza, złapał za włosy i pociągnął w tył. Potem zręcznie obrócił przodem i wbił mu kolano w żołądek. Tak pochylonego złapał za kark i wypchnął na korytarz i zatrzasnął drzwi oddzielając tego człowieka od osób obecnych w pokoju. Zerknął na Daniela. Chłopak leżał  w najdalszym kącie łóżka, zwinięty w kłębek, cicho łkając. Na lewym policzku już tworzył się nieładny siniak. kiedy Su chciała się do niego zbliżyć płakał jeszcze bardziej. Starszy policjant nawet nie próbował podchodzić, wręcz przeciwnie. Powoli wycofywał się w kierunku wyjścia. Zatrzymał się tylko przy kamerze którą Collins dopiero teraz zauważył. Wyłączył urządzenie, odpiął od statywu wszystko zapakował byle jak i się wyniósł. Nick ledwo to zarejestrował. Zastanawiał się czy Daniel będzie też tak reagował kiedy on podejdzie. Ku jego zaskoczeniu zielonooki nie zareagował kiedy podszedł bliżej, ani kiedy usiadł na łóżku.A więc może uda się go choć trochę uspokoić
- Hey. Już dobrze. Tamtego faceta już nie ma i nie przyjdzie. Spokojnie już nikt cie nie skrzywdzi...- przemawiał do niego w podobnym tonie przez ponad godzinę, aż w końcu sam poczuł zmęczenie. Ostrożnie położył się na skraju łóżka, a Daniel natychmiast się przysunął do niego i wtulił mokrą od łez twarz w koszulkę. Nickolas zastanawiał się  co teraz ma zrobić. Niepewnie objął chłopaka, kładąc mu rękę na plecach. Bezwiednie niemal natychmiast zaczął po nich rysować rożne szlaczki. Jego to zawsze odprężało. Początkowo Adkins napiął wszystkie mięśnie, ale zaraz się rozluźnił. Kilkanaście minut później już spał. Nicolasowi tez coraz trudniej było utrzymać opadające powieki. Zanim zasnął zobaczył jeszcze jak Susan nakrywa ich swoją kołdrą.

(tydzień później - Susan)

McCartney była wściekła na to że ogóle wyraziła zgodę na to całe durne przesłuchanie. Daniel od tamtego czasu nawet jednego słowa nie wymówił. Nicolas też nie miewał się najlepiej. Nikt nawet ich nie próbował przeprosić. Chłopcy siedzieli z nią w sali. Nick czytał książkę, a Daniel siedział i wpatrywał się w swoje dłonie. Tę nie wesołą atmosferę przerwało pukanie do drzwi. Ostatnio nie zdarzało się to zbyt często dlatego podniosła głowę kiedy drzwi skrzypnęły. Pojawiła się w nich sama głowa. Kobieta zmarszczyła brwi. Po co ten człowiek tu przeszedł
 - Mogę na momencik panią poprosić? -  zapytał William Stell. Bez słowa wstała i wyszła. Stanęli na korytarzu.
-  Przyszedłem przeprosić za sytuację z zeszłego tygodnia. Nie chciałem, żeby to się stało. Powinienem był odmówić. Przykro mi.
- No cóż trochę winy mojej tez w tym jest, powinnam się na to nie zgodzić.
- Niemniej jednak moja jest większa, bo wiedziałem co nieco o charakterze mojego partnera.
-Co się z nim stało?
- Został dyscyplinarnie zwolniony i toczy się w jego sprawie postępowanie. Kamera wszystko nagrała.
- Rozumiem. Ulżyło mi. Cieszę się, że taki człowiek nie będzie pracował w policji. A teraz jeśli to już wszystko... - mężczyzna wyciągnął z kieszeni kopertę z pieczęcią sądu rejonowego i jej podał.
- Zabrałem zanim wysłali to pocztą. Domyślam się, że ostatnio rzadko bywacie w domu, więc...Do widzenia.
- Dziękuję i do widzenia  panu - kiedy mężczyzna zniknął za rogiem korytarza pospiesznie rozerwała papier. Rozłożyła wypełnioną drukiem kartkę i szybko przebiegła wzrokiem po tekście. A potem niczym w transie wróciła do sali. Podała dokument Nickowi. Jego twarz się zmieniła w ułamku sekundy.
- Zobacz Danielu - zagadnął chłopaka - ten kawałek papieru mówi o tym, że możesz z nami na zawsze zamieszkać. Cieszysz się?

2013/07/26

Rozdział 9

(kilka dni później -  Nickolas)

- No nie krzyw się już tak. Przecież to tylko jedno popołudnie. Popilnujesz go, a ja sobie załatwię kilka rzeczy. Masz ze sobą jakąś książkę? Poczytasz mu potem. Ja wrócę koło 18.
- Nie krzywię się , bo mam z nim siedzieć. Wiesz, że po książki sięgam w ostateczności. Nie czytam jak nie muszę.
- Nie daj się prosić.
- Dlaczego nie może zostać z nim któraś pielęgniarka?
- Do nikogo nie mam takiego zaufania jak do ciebie - tego argumentu akurat nie miał jak podważyć - Uprzedziłam go.no to ja lecę. - poczochrała go po głowie i poszła. Z miną osoby skazanej na ścięcie wszedł do sali.


(Daniel)

Przyszedł. Chłopak który już raz tu był i który szeptał mu do ucha. Nie wyglądał na zachwyconego całą tą sytuacją, a przecież zapewniała...Dorosłym jednak nie mona wierzyć. Siedzieli w zupełnej ciszy przez jakiś czas. On nie chciał się odzywać i jego dzisiejszy opiekun najwyraźniej także nie miał takiego zamiaru. Siedział skrzywiony przez cały czas i zerkał na plecak. W końcu odsunął suwak i z obrzydzeniem wymalowanym na twarzy sięgnął po coś do wnętrza teczki. Przedmiotem który wzbudzał wyraźną niechęć Nickolasa była najzwyklejsza w świecie książka. Kilkaset kartek pokrytego drukiem papieru. Nie do wiary. No i tytuł był dość dobry. Takie książki lubił. Do tego tematyka tej konkretniej bardzo pasowała do jego obecnego nastroju. Chłopak siedzący naprzeciw westchnął i w końcu się odezwał
- Słuchaj ja bardzo nie lubię czytać, zwłaszcza na głos. Robię to między innymi dla twojej przyjemności, więc proszę doceń to. OK? - po czym otworzył książkę na pierwszej stronie i zaczął czytać. Ton którego używał był tak monotonny i spokojny. Daniel ziewnął, ułożył się wygodnie  na poduszkach i nim Nick doczytał stronę trzecią do końca już smacznie drzemał, a kilka minut później pogrążył się w głębokim śnie.


(Nickolas)

* "(...)- Jesteś... Ty jesteś... - szepnęła akuszerka.
- Nekromantą? - dokończył Abhorsen. - Tylko w pewnym sensie. Kochałem kobietę, która tu leży. Żyłaby nadal, gdyby pokochała kogoś innego. Ale tak się nie stało. Sabriel to nasze dziecko. Nie zauważyłaś podobieństwa?
Akuszerka patrzyła, jak ojciec pochyla się i zabiera od niej Sabriel, kołysząc ją na swej piersi. Niemowlę ucichło i w przeciągu zaledwie paru minut usnęło.
- Dobrze - rzekła akuszerka. - Pójdę z wami i zaopiekuję się Sabriel. Muszę jednak znaleźć mamkę.
- I, jak mniemam, jeszcze wiele innych rzeczy - zamyślił się Abhorsen. - Ale mój dom nie jest najlepszym miejscem dla...
Mag Kodeksu odchrząknął i przysunął się do ogniska.
- Jeżeli szukasz kogoś, kto zna się trochę na Kodeksie - odezwał się z ociąganiem - to pozostaję do twych usług, panie, mimo że z ciężkim sercem zostawiłbym mych współtowarzyszy wędrówki, widziałem bowiem, jak Kodeks działa poprzez ciebie.
- Może nie będziesz musiał tego czynić - odparł Abhorsen, uśmiechając się do myśli, która nagle przemknęła mu przez głowę. - Zastanawiam się, czy wasz przywódca miałby coś przeciwko temu, gdyby do jego grupy dołączyły jeszcze dwie osoby. Ze względu na pracę muszę wędrować i nie ma takiego miejsca w Królestwie, w którym nie zostawiłbym śladu swych stóp.
- Twoją pracę? - zapytał mężczyzna, drżąc lekko, choć już wcale nie było zimno.
- Tak - odpowiedział Abhorsen. - Jestem nekromantą, ale nie zwyczajnym. Podczas gdy inni wskrzeszają umarłych, ja sprawiam, że udają się ponownie na spoczynek. A na tych, którzy nie chcą spocząć, nakładam więzy lub próbuję to robić. Jestem Abhorsen...
Spojrzał znów na dziecko i dodał niemal z nutą zdziwienia w głosie:
- ...ojciec Sabriel.(...)"

Nickolas podniósł głowę z nad książki, by zapytać czy ma czytać dalej i czy aby książka nie jest nudna, ale pytanie zamarło niewypowiedziane. Chłopak spał twardo. Zerknął na numerek u dołu strony. Siedem, tylko tyle. To zaledwie kilaka minut. Zmarszczył brwi. I co teraz robić? Nie miał z kim pogadać, drobnych do włączenia telewizora nie miał. Z drugiej strony miał książkę, której chyba warto poświecić trochę czasu. Nekromanci, rzeka śmierci. To wszystko mogło być  ciekawe. Wyciągnął się na łóżku Susan i zagłębił w tekście. Przeczytał 4 rozdziały i zamknął książkę. Potarł zmęczone oczy. To nie była najlepsza lektura na poprawę nastroju. Położył książkę obok siebie na pościeli, przekręcił się na bok i przez chwile obserwował śpiącego chłopaka. Nadal zastanawiał się czym los go poczęstował skoro tak, a nie inaczej się zachowywał. Tego chciałby się dowiedzieć. To była sprawa która zaprzątała jego myśli w każdej wolnej chwili. Su nie chciała mu nic powiedzieć, choć zwykle nie miała oporów. To było niepokojące i intrygujące. No i jeszcze był ciekaw osobowości Adkinsa. 

(Susan)

Miała nadzieję, że odpowiedź w sprawie szybko przyślą. Argumenty które podała we wniosku były wystarczające. Chłopak potrzebował opiekuna i stałej opieki psychologa. To musi przejść. Pokonała kilka ostatnich schodów i od razu zerknęła w stronę drzwi do izolatki. Szybko do nich dotarła, ostrożnie je uchyliła, zerknęła do środka i uśmiechnęła się. Daniel spał twardo, a Nickolas leżał na plecach z jedną ręką pod głową, a druga przytrzymywał opartą na klatce piersiowej książkę. Weszła cicho do środka.
- Świat się kończy. Czytasz książkę z własnej woli - wyszeptała. Nastolatek poderwał się gwałtownie do siadu  i nerwowo rozejrzał dookoła. Potem uraczył ją spojrzeniem pod tytułem "I Kill You" i zaczął się zbierać. 10 minut później powiedział "cześć" i opuścił pokój. Najwyraźniej nie był w nastroju do jakiejkolwiek konwersacji. Zdarzały mu się takie chwile. Usiadła i zaczęła się zastanawiać jak doprowadzić do kolejnego spotkania. Długo myślała, jednak nie mogła znaleźć żadnego pretekstu. Jedynym wyjściem byłoby...Poderwała głowę do góry. Daniel właśnie podnosił się do siadu, przetarł zaspane oczy ręką, a następnie potężnie ziewnął. Rozejrzał się i wymamrotał.
-  Dzień dobry. Gdzie jest Nickolas? Poszedł już? Przyjdzie jeszcze jutro?
- Dobry. Tak Nickolas już poszedł do domu. A czy jutro przyjdzie to się okaże. Musze go zapytać. - w duchu skakała z radości. Daniel sam podsunął jej wszystko pod nos. 

 ...

* fragment książki pt Sabriel autorstwa Garatha Nixa   

2013/07/11

Rozdział 8

Witam i przepraszam za zwłokę. Miałam w domu remont który rozpoczął się z dnia na dzień więc nie mogłam Was uprzedzić. Do tego potem sprzątanie i to lenistwo które mnie zniewoliło. Ale teraz już jestem. Oprócz przeprosin mam jeszcze jedną informację, a mianowicie: osoby które chcą dostawać powiadomienia o kolejnych rozdziałach proszone są o wysłanie do mnie swojego nr gg. Proszę o podanie nicku w wiadomości. Powiadamiam również przez komunikator. Oto mój numer: 9873659  Miłego czytania.

...

(tydzień później  - gabinet Sary)

Atmosferę w gabinecie Sary Shmith można by ciąć nożem tak była napięta. Siedzące w pomieszczeniu kobiety nie odezwały się do siebie słowem chociaż zamierzały wcześniej rozmawiać. Sytuacja którą chciały omówić była ciężka. Dotyczyła Daniela. Fizycznie chłopak był w coraz lepszej kondycji, jednak psychicznie...było fatalnie.Obie o tym wiedziały i obu było ciężko się odezwać.

(w tym samym czasie - Nickolas)


Codziennie spotykali się na dole w kawiarni. Nie mógł pozwolić by jego opiekunka żywiła się szpitalnym jedzeniem. Było wstrętne. Teraz jednak siedział tam gdzie zawsze od ponad 20 minut i nie wiedział czemu McCartney się nie pojawia. Wysłał jej już 3 sms-y i nic. Dzisiejszego dnia jego cierpliwość była na wykończeniu i to właśnie Su zabierała jej resztki. Po upływie niemal godziny w końcu postanowił wejść na górę do izolatki. Skoro jego opiekunka ma aż taki nawiał pracy by chociażby na wiadomość odpisać to zaniesie jej jeszcze ciepłe jedzenie, a potem sobie pójdzie. Dotarł do odpowiedniego pomieszczenia i zapukał, a potem nacisnął klamkę i wszedł. Mała izolatka przekształciła się w niewielki i w miarę przytulny pokój dwuosobowy. Łóżka stały równolegle do siebie, a w koncie na lewo od drzwi stał mały stolik z przystawionymi krzesłami. Na ścianach wisiały jakieś repliki. Susan gdzieś przepadła jednak w sali była jedna osoba. Nastolatek półleżał na jednym z łóżek z wzrokiem wbitym w jakiś nie do końca określony punkt. Nickolas odniósł wrażenie, że chłopak wcale nie zwrócił na niego uwagi. Miał tylko nadzieję, że się pomylił. Podszedł do stolika, położył na nim plecak po czym z jego wnętrza wyjął dwa hermetycznie zamknięte pojemniki. Zostawił to na stole, zasunął suwak, zarzucił plecak na ramę i zerknął na chłopaka. Ten nie poruszył się nawet o milimetr. Podszedł więc do niego, nachylił się i prosto do ucha nastolatka powiedział cicho
-Susan jest ślepa jak kret. Jak wróci, powiedz, że był tu Nick i zostawił obiad. Szpitalne pomyje to nie jedzenie. Będę jutro. Cześć - odsunął się, odwrócił i wyszedł. Całą drogę do domu zastanawiał się nad tym co mogło przytrafić się zielonookiemu chłopakowi. Su potrafiła dotrzeć do każdej osoby w krótkim czasie. Budziła w ludziach zaufanie, a tamten...pogrążał się. Cokolwiek mu się przytrafiło na pewno było koszmarne.


(Susan)


Susan wróciła w podłym nastroju. Była też zmęczona. Nic tak nie wykańcza jak pełne napięcia milczenie przez całą godzinę. Usiadła na swoim łóżku  i wyciągnęła telefon z pod poduszki. 
- Pięknie, Nick mnie zamorduje - skwitowała kwaśno i umilkła. Zaburczało jej w brzuchu. Powoli podniosła się z zamiarem wyjścia do stołówki kiedy do jej uszu dotarły wypowiadane cichym, schrypniętym głosem słowa
- ...pomyje to nie jedzenie.
- Słucham? - zapytała odwracając się do Daniela 
- Nick tu był i przyniósł obiad. Przyjdzie jutro. Szpitalne pomyje to nie jedzenie- umilkł. Nie patrzył na nią
- Coś jeszcze? 
- Pani jest ślepa jak kret - roześmiała się. To było bardzo w stylu Nicka
- No dobrze. Możesz mi jeszcze powiedzieć gdzie on ten obiad schował.
- Nigdzie. Tam stoi - wskazał ręką
- Dziękuję - podeszła do stolika i sprawnie otworzyła pudełka, a po sali rozszedł się przyjemny zapach domowego jedzenia. Zupę zjadła z apetytem i z równym zapałem zabrała się za ziemniaki z gulaszem. Podzieliła porcje na pół. Na łyżkę nabrała trochę sosu i podsunęła Danielowi. Nie chciał. Spodziewała się tego. To co było na sztućcu wylądowało z powrotem w pudełku. Łyżka od spodu nadal była cała w sosie i to właśnie tą drugą stroną dotknęła jego warg i tak zostawiła Nie miał się czym wytrzeć i jedynym co mu zostało to oblizać się. I tak tez zrobił. Kiedy po raz kolejny podsunęła mu porcie jedzenia zjadł. Uśmiechnęła się. Skończyli jeść w niedługim czasie, Daniel opadł na poduszki i chwilę później  powoli odwrócił do niej plecami. Przez ostatni tydzień leżał nieruchomo to było coś nowego. Niewielka zmiana. Tylko jak nie zaprzepaścić tej szansy? Ona usiadła na swoim łóżku i zabrała się za krzyżówkę. W jej głowie powoli powstawał plan, który mógłby zmienić całą sytuację na lepsze.

CHCESZ OTRZYMYWAĆ INFORMACJE O NOWYCH NOTKACH BEZPOŚREDNIO PO TYM JAK SIĘ POJAWIĄ? NAPISZ SWÓJ NUMER GG BĄDŹ ADRES MAIL W KOMENTARZU! NA PEWNO O TOBIE NIE ZAPOMNĘ ^^.