2013/10/19

Rozdział 12

(Nickolas)

Zastanawiał się nad propozycją Susan już kilka dni. Oboje chcieli coś zmienić w zachowaniu Daniela. Przez cały miesiąc zdążyli się zorientować w sytuacji. Z początku wydawało się, że Adkins jest silniejszy niż przypuszczali – co niepomierne dziwiło rudowłosą psycholog - ale szybko okazało się, że jest zupełnie odwrotnie. Czyli tak jak ona się tego spodziewała. Jakieś 4 dni temu McCartney wyciągnęła go z wyrka w środku nocy na rozmowę. Oznajmiła na samym jej wstępie, że po prosu MUSZĄ coś z tym wszystkim zrobić. Był wtedy kompletnie nieprzytomny i kobieta zmuszona była mu tłumaczyć najbardziej oczywiste rzeczy. Do tego zgodził się tylko dlatego żeby mieć spokój. Bynajmniej wtedy. Jednak już rano miał się nad czym zastanawiać. Bowiem kobieta poprosiła go w środku nocy o ściągnięcie kilku znajomych do domu. Po czym się zmyła. Powiedziała mu wtedy dokładnie

„- Nick ja zdaje sobie sprawę, że on nie jest w stanie zmierzyć się jeszcze z otaczającym go światem, ale im dłużej będzie to trwało tym będzie trudniej. Jeśli on nie wyjdzie do ludzi to ludzie przyjdą do niego. Ściągnij do domu znajomych.”

I właśnie to zajmowało go przez ostatnie 4 dni. Zastanawiał się kogo mógłby przyprowadzić. W końcu zdecydował się na dwie znajome, a właściwie przyjaciółki choć nigdy im tego nie powiedział. I nawet już wiedział co powie Danielowi. Uśmiechnął się na sama myśl o spotkaniu. Będzie ciekawie.



(Daniel)



Mieszkał w tym domu już miesiąc i było mu tu dobrze. Nikt na niego nie krzyczał, nikt do niczego nie zmuszał, nie poniżał i nie bił. Właściwie pozwalali mu spać do południa, jeść o każdej porze, oglądać co chciał. Nie chodził również do szkoły. A jednak...mimo przyzwolenia opiekunki na totalne lenistwo nieustanie wynajdował sobie zajęcia. Głównie sprzątał. Podczas pracy skupiał się na wykonywanych czynnościach, a nie na tym co było. Natomiast kiedy nie był zajęty nękały go wspomnienia i złe myśli. Był tylko jeden problem. Za kilka dni nie będzie miał już co sprzątać. Zostało mu już tylko uporządkować strych. Zamierzał się za to zabrać zaraz po zmienieniu garderoby i zjedzeniu śniadania i to nie koniecznie w takiej kolejności. Zszedł na dół w piżamie i natychmiast tego pożałował. W salonie siedział Nick z dwiema koleżankami. Cała trójka pochylała się nad planszą do scrabbli. Miał nadzieję, że uda mi się wycofać niezauważonym. Jednak jak mawiają nadzieja matką głupich. Kiedy Daniel stawiał krok w tył Nick podniósł głowę i uśmiechnął się:
- Dzień dobry śpiochu. Śniadanie czeka na stole w kuchni - obie dziewczyny odwróciły ku niemu głowy w tym samym momencie i obdarzyły ciepłymi uśmiechami – Najpierw zjedz, a potem idź się ogarnij. Jak już się ze wszystkim uporasz to zejdź tu do nas. We czwórkę będzie się fajniej grało - siedzący na pufie student podniósł zielony woreczek z plastikowymi płytkami i zachęcająco nim potrząsnął. Zirytowany licealista wywrócił oczami i poszedł zjeść. Żując kanapkę przeklinał Nicolasa za jego pomysły i za to że nie uprzedził go o wizycie tamtych. Nie tak sobie zaplanował dzień. Mimo całego niezadowolenia wszystko zrobił szybko i już niecałe 30 minut później siedział w salonie na pufie obok Collinsa. Czas spełnić życzenie Nica. Nastąpiło to zaraz po tym jak wszyscy wszystkim zostali przedstawieni. Dziewczyny okazały się bardzo sympatyczne. Alex (jej włosy były koloru gumy do żucia) cały czas trajkotała o wszystkim i o niczym od czasu do czasu inicjator całego spotkania wtrącał jakąś uwagę – śmieszną lub miej - było naprawdę spoko. Gra szła mi tak średnio. Za to Florze szło fenomenalnie. Niemal w każdej rundzie zdobywała dużą liczbę punktów. I za każdym razem pokazywała swoje białe ząbki w uśmiechu nie wyrzekłszy jednak ani jednego słowa. W ogóle się nie odzywała. Nie potrafił tego wyjaśnić więc w którymś momencie pochylił się i na ucho zapytał o to Nica. Wydawało mu się, że mówi na tyle cicho, że dziewczyny nie słyszą.
- Wiesz, że w towarzystwie nieładnie jest szeptać? - Alex zwróciła mu uwagę – A jeśli chodzi o Flore to ona nie mówi od urodzenia. Jest niema. Ale za to jak śmiga na rolkach i desce – Daniel miał ochotę zapaść się pod ziemię. Najpierw zrobił się czerwony ze wstydu, a potem nie mógł słowa wykrztusić. Było mu strasznie głupio. W końcu po minutach ciężkiej, nieprzyjemnej ciszy która wcale nie pomagała spojrzał na okularnicę
- Prze...- potrząsnęła zdecydowanie głową, uśmiechnęła się życzliwie i podniosła kciuki do góry. Atmosfera znacznie się rozluźniła. Kiedy już mieli ponownie rozpocząć grę do Nicka przyszedł sms. Po odczytaniu go chłopak stwierdził, że musi pojechać do komisu w centrum po telefon który oddał do naprawy. Jednak nie mógł zostawić Daniela samego w domu. Na co wspomniany wyżej głośno zaprotestował. Jednak starszy z chłopców szybko uciął te dyskusje. Dziewczyny miały zostać do puki nie wróci Su albo on sam. W ostatniej niemal chwili Alex przypomniała sobie o brakach w lodówce i zabrała się razem z nim. Został z Florą.



(Nickolas)


Alex po drodze zataczała się ze śmiechu. Ledwo powstrzymywała się w domu, ale teraz nie musiała...A on kompletnie tego nie rozumiał.
- Co cie tak bawi? - zapytał w końcu sfrustrowany już nie co jej zachowaniem
- No bo... - wysapała ocierając łzę z policzka – on miał taką zabawna minę, a do tego ty taki odpowiedzialny i opiekuńczy. No normalne jeszcze gorzej niż zwykle. - dostała muke w ramię
- Grabisz sobie, grabisz mała
- Ja nie ogrodnik, a tak nawiasem... rusz się – ruszyła truchtem przed siebie – Autobus nam zaraz ucieknie – chłopak obejrzał się za siebie w chwili gdy autobus wyjeżdżał z sąsiedniej ulicy. Pobiegli.



(Daniel)


Początkowo usiłowali grać w scrabble jeszcze kilka chwil, ale Nicolas miał jednak rację. Im więcej osób grało tym zabawniej było. Przerwali więc. Dan czuł się nieco niezręcznie w obecności niemej dziewczyny. Milczał więc przez kilkanaście minut. Jednak na dłuższą metę było to męczące.
- Słuchaj...twoja koleżanka mówiła, że dobrze radzisz sobie na deskorolce i rolkach – przytaknęła – jakiś czas temu dostałem deskę, a nie umiem na niej jeździć i...i pomyślałem teraz, że może chciałabyś...bardziej ci się przyda niż mnie – wyszedł z salonu i zaczekał na Florę. Podążyła za nim do pokoju który mógł zwać swoim. Mogło w nim być wszystko i nikt by tego nie kwestionował, jednak poza leżącym na biurku szkicownikiem i kilkoma książkami na półkach nic się nie zmieniło w wystroju. Podał deskę dziewczynie. Nie spodziewał się takiego entuzjazmu. Obejrzała ją bardzo dokładnie i nawet stanęła na niej. Jednak w końcu zwróciła na niego uwagę. Z kieszeni wyciągnęła długopis on zaś z szuflady notes. Otworzyła podany zeszyt i natychmiast zaczęła w nim skrobać coś zawzięcie. Kiedy tylko skończyła podała mu do przeczytania. Miała ładny charakter pisma

Deska jest świetna. Dziękuję. Nie wiem jak ci się odwdzięczę. Szkoda że nie możemy wyjść. Z chęcią bym ja teraz wypróbowała. 
 

- Nie musisz się odwdzięczać. To jest prezent – uśmiechnął się - nie mam pojęcia gdzie tu jest skate park i raczej nie mam ochoty na razie nigdzie wychodzić, no może poza ogródkiem. Właśnie! Jeśli chcesz posiedzieć na powietrzu chodźmy tam – szeroki uśmiech zagościł na stałe na jego twarzy. Towarzyszka ochoczo skinęła głowa i poszła przodem o zaś zanim opuścił własny pokój zabrał z półki jedna z książek. Wyszli na zewnątrz. Dan zatrzymał się w progu przeszklonych drzwi by chwile popatrzeć na niewielki kawałek zieleni za domem. Nadal nie mógł się nadziwić jak kobieta z takim nawałem pracy potrafiła o wszystko zadbać. Zerknął na Flo. Składała kartkę papieru w kwadrat. 
- Co robisz? - wyszedł na trawnik, a drzwi za nim zasunęły się z cichym szmerem. W tejże chwili brunetka rzuciła mu spojrzenie pod tytułem ”uduszę cię”. Cofnął się o krok  
- Co ja takiego zrobiłem? - rozłożyła wcześniej składany karteluszek i napisała



Widzisz gdzieś z tej strony klamkę? Te drzwi same się zatrzaskują jeśli niczym ich nie zablokujesz. Nie mamy jak wejść do środka. Przypominam ci że drzwi frontowe Nicolas zamykał kluczem :/





Usiadł ciężko na trawie i objął kolana ramionami.
- Nie wiedziałem. Przepraszam – dziewczyna jednak tylko odwróciła się do niego tyłem, również usiadła na ziemi i jęła bazgrać po notatniku. Minuty strasznie się ciągnęły. Było nudno. Do tego powietrze było duszne i ciężkie, a niebo z wolna zasnuwały ciężkie szare chmury.
- Floro ja naprawdę nie wiedziałem o tych drzwiach – wymamrotał nie mogąc już dłużej znieść panującej ciszy – Proszę nie gniewaj się. Przysięgam ci, że jak Nick wróci obedrę go ze skóry. Kompletnie nic mi nie powiedział – ramiona dziewczyny zaczęły drżeć. Odwróciła się chwile później śmiejąc się. Dziwny to był widok dla Daniela. Widział że się śmieje ale nie słyszał tego – Bardzo śmieszne. Powiem mu, że mnie na niego nasłałaś – wyszczerzyła się – Nie podobało mi się, że byłaś na mnie zła. Czułem się okropnie. Nie lubię denerwować ludzi których lubię. To dziwne bo znam cie tylko te kilka godzin, a wydaje mi się, że znam cie całe życie – pokiwała głową z zadowolonym uśmieszkiem – Chyba za dużo mówię – zamilkł. Ponownie zapadło milczenie jednak to było pełne zgody. A przerwane zostało szelestem dartego papieru.



Mam nadzieję, że wrócą nim zacznie padać


- Też na to liczę. Nie chce moknąć - kilka minut później musieli się schronić pod krawędziom dachu. Najpierw spadały wielkie i ciężkie krople. W niedługim czasie te krople zmieniły się w najprawdziwszą ulewę, a fragment dachu okazał się być marnym schronieniem.


(Nickolas)



Wysiedli z autobusu i od razu puścili się biegiem. Lało już jak wychodzili z centrum. Susan jako pierwsza dotarła do drzwi ale zanim wydobyła klucze z torebki zjawił się Nick, a tuż za nim Alex. Chłopak wydobył klucz i szybko otworzył.
- Jesteśmy! - krzyknął od progu ale nie spotkał się z żadna reakcją. Wszedł do salonu. Daniela i Flory tu nie było. Po kolei sprawdzał kolejne pokoje coraz bardziej zaniepokojony. W końcu napisał wiadomość do Flo. „Gdzie jesteście” mało nie spadł ze schodów odczytując odpowiedz. Brzmiała ona krótko:”W ogrodzie”. Podszedł do salonowych, szklanych odsuwanych drzwi i je otworzył.


(Flora)



Była wściekła. Na nikogo konkretnego. Ale jednak była wściekła. Wpadła do domu pierwsza i od razu zamigała do Nica kilka niecenzuralnych. Chłopak złapał ją za ręce w przegubach.
- Zrozumiałem – powiedział z uśmieszkiem przylepionym do twarzy – ale może pójdziesz się wykąpać. Potem możesz mi wymyślać ile tylko dusza zabraknie. Pójdę pożyczyć od Susan jakieś suche ubranie – na wzmiankę o ciepłej kąpieli wszystkie wyzwiska uleciały z jej głowy. Zagrzeje się i zmieni ubranie. Nic innego jej w tej chwili nie było potrzebne. Kiedy zamykała drzwi od łazienki na dole usłyszała jak student wysyła Daniela do łazienki na górę.


(Nickolas)



Prawie półtorej godziny minęło odkąd wysłał młodego piętro wyżej. Flora już dawno siedziała w suchych ciuchach na kanapie. Wszyscy zaczynali się niepokoić. Nicolas pognał w końcu na górę, by obudzić chłopaka. Najbardziej prawdopodobne bowiem było, że nastolatek kiedy się już rozgrzał i przebrał postanowił chwilkę po leniuchować. Jednak Collins nie znalazł „ leniucha ” w pokoju. Gnany najczarniejszymi scenariuszami dopadł do drzwi łazienki. Wyraźnie słyszał przez nie szum prysznica. Zapukał
- Daniel słyszysz mnie?
- Tak – odparł tamten
- Co ty tam robisz tyle czasu?
- A co mogę?! Kopie się.
- Starczy tego w takim razie. Jak nie wyjdziesz stamtąd będziesz wyglądał jak pomarszczona stara babcia
- To co! Idź stad!

Nie dla Nika była taka rozmowa. Nacisnął klamkę, a drzwi otworzyły się gładko. Najwyraźniej chłopak nie zamknął zamka od środka. Naprzeciw niego znalazła się kabina prysznicowa. Daniel faktycznie stał pod natryskiem ściskając gąbkę w dłoni. Jednak Nicolasa absorbowało coś innego. Takiego widoku się nie spodziewał.

...
  Chciałabym Was bardzo przeprosić za opóźnienie. Po prostu nie dałam rady tego napisać na czwartek. Zwyczajnie nie wyrobiłam się. Jeszcze raz przepraszam. Mam nadzieję, że się podobało. 
Do następnego.


2013/10/14

Arigato Gozaimasu

Witam ponownie
Nie zamierzam długo nudzić więc zacznę możne od podziękowań. Przede wszystkim muszę gorąco podziękować Kimichi za interwencje. Szczerze. Nie spodziewałam się takiego odzewu. Kolejne podziękowania należą się tym wszystkim którzy zechcieli poświęcić te odrobinę czasu by przeczytać moje wypociny:D. Tak więc dziękuję Wam bardzo. Teraz wypadałoby się ruszyć do roboty i nie pozostaje mi nic innego jak napisać kolejny rozdział. Obiecuję że pojawi się on najdalej w czwartek wieczorem.
Jest jeszcze jedna sprawa...
Nominacje od Kimichi i Quinni Neko. Postaram i z tym się uporać jak najszybciej.
A teraz...Oyasuminasai minna :*


2013/10/01

Co mam robić?

Rozważam ostatnio zawieszenie bądź skasowanie tego bloga. Dlaczego? No cóż mam wrażenie, że nie czyta tego nikt po za  Kimichi. I choć wiem, że jest wierną czytelniczka i zawsze niecierpliwie czeka na kolejny kawałek tej historii to trochę ciężko mi się zmotywować. Kolejny rozdział mam napisany w notesie, ale nie mam ochoty go przepisywać. Ciężko mi z wiedzą, że niemal nikt tego nie czyta. To przykre. Dlatego jeśli ta opowieść ma ujrzeć koniec proszę Wszystkich którzy to czytają - a nie widzę po śladu - odezwijcie się i dajcie mi siłę której potrzebuję. Wiedzcie, że nie pisze tego dla siebie, a dla Was.

2013/09/12

Rozdział 11

(Nickolas)

Zupełnie nie wiedział jakiej reakcji się po chłopaku spodziewać. Daniel siedział pochylony nad urzędowym pismem i przyswajał sobie jego treść. Z tego co zauważył Nick czytał to wszystko po raz któryś. Najwyraźniej był w szoku. Położył dłonie przed sobą i zatrzęsły mu się ramiona od hamowanego płaczu.

(Daniel)

Jak bardzo pragnął się nie rozpłakać. Ale nie potrafił tego powstrzymać. Chwilę później łzy spływały strumieniem po policzkach. Ile musiało to sprawić przykrości dwójce jego opiekunów, a przecież on nie płakał ze smutku, ani złości. Ta wiadomość z sądu napełniła jego serce po brzegi ciepłem. Tylko nie potrafi się uśmiechnąć. Przerażało go to trochę. Płacząc zsunął się z łóżka i podreptał do Su po czym wdrapał się jej na kolana i przytulił. Liczył na to, że go nie odepchnie i nie wyśmieje. Miał nadzieję, że ona to pojmie...zrozumie go.


(Susan)

Pogłaskała chłopaka po głowie. Wiedziała, że Daniel jest szczęśliwy ale inaczej nie potrafi tego wyrazić. Możne za jakiś czas zobaczy szczery i radosny uśmiech na jego twarzy. Chciała by nastąpiło to w niedługim czasie. Serce jej się krajało gdy patrzyła na jego łzy i nie pomagał fakt, że są to łzy szczęścia.

(Nickolas)



Zapłakany Adkins w końcu usnął. Susan ostrożnie ułożyła chłopaka w łóżku i okryła kołdrą, a potem oboje po cichu wyszli. Zeszli na dół do szpitalnej kawiarenki. Tam usiedli przy jednym z dwóch dostępnych stolików uprzednio kupując kawę i styropianowych kubkach i słodkie bułeczki. Obojgu znacznie ulżyło. Wiedział, że McCartney od początku planowała przygarnięcie chłopaka pod swoje skrzydła. Cieszył się z jej sukcesu jednak nie tylko z tego. Przyzwyczaił się już do milczącego towarzysza i nawet polubił czytanie. Te popołudnia z Danielem sprawiały mu naprawdę dużo przyjemności. Chłopak obudził w nim ciepło jakiego dotąd nie znał. Nicolas miał nadzieję, że kiedyś Daniel się otworzy. Przed jego o czami niespodziewanie pojawiło się coś rozmazanego o cielistym kolorze. Odsunął się gwałtownie od tego i prawie wywrócił z krzesłem. Susan stłumiła śmiech.
- Na jaka planetę odleciałeś? Mówię do ciebie a ty w ogóle mnie nie słuchasz.
- Przepraszam
- Wybaczone, a teraz... powiedz mi jak to z twoją pracą. Dasz radę przez kilka dni tu przychodzić do Daniela? Popołudniami?
- Zaczekaj muszę zadzwonić - zajęło mu to parę minut ale udało się - Załatwione. Cały ten tydzień będę miał pierwszą zmianę, ale na więcej się nie zgodzili - Susan uśmiechnęła się z zadowoleniem
- Myślę, że więcej to nie zajmie. Może nawet mniej
- Co ty planujesz robić w wolnym czasie.
- Wcale nie będzie taki znowu wolny. Planujemy z Sarą wybrać się na zakupy - oczy jej zamigotały z podniecenia - Trzeba kupić tyle rzeczy...
- Rozumiem - powiedział ostrożnie, bo chociaż miał podejrzenia to jednak były one nie potwierdzone - A co zamierzacie kupować?
- Ubrania, meble, farby i parę innych potrzebnych drobiazgów. Najpierw jednak trzeba opróżnić graciarnie. Planuję zrobić wyprzedaż garażową... czemu się tak uśmiechasz?
Nicolas istotnie uśmiechał się i to całkiem szeroko. Miał do tego konkretny powód. Rudowłosa kobieta zmarszczyła brwi.
-  Pamiętasz jak 2 lata temu chciałem posprzątać graty stamtąd. Broniłaś tych śmieci rękoma i nogami i stwierdziłaś, że nigdy się tego nie pozbędziesz - uśmiechnął się - założyliśmy się wtedy. Konkretnie o to, że w ciągu najbliższych 5 lat pozbędziesz się tych rzeczy i to była moja opcja. Ty uparłaś się na coś zupełnie przeciwnego. - Su zacisnęła usta w cienką linię
- Masz zdecydowanie za dobrą pamięć. Sfinansuje ci to prawko, ale motocykl musisz kupić za własne pieniądze - wyszczerzył do niej wszystkie zęby
- Powoli po trochu odkładałem.
- Bestia - powiedziała psycholog i wstała - chodźmy. Trzeba jeszcze zapytać Sarę o datę wypisu.


(6 dni później - Daniel)

 McCartney w asyście dwóch policjantów poszła po jego rzeczy. On sam do tego piekła wchodzić nie chciał dlatego teraz siedział  z panią Shmit w zaparkowanym pod blokiem samochodzie. Nie przypominał sobie by miał aż tyle rzeczy by pakować je przez 2 godziny. Zaczął przysypiać kiedy w końcu się zjawiła. Przez ramię miała przewieszoną średniej wielkości torbę treningową w której zapewne były wszystkie jego przybory szkolne i ubrania. W ręku zaś niosła coś opakowanego w aluminiową folię. Kilka chwil później usiadła na  siedzeniu obok kierowcy z miną wyrażającą wielka ulgę.
- Masz bardzo rozgadanych sąsiadów - rzekła zapinając pas

(Sara)

Stanęli przed jednopiętrowym domkiem na obrzeżach miasta. Przypuszczała, że nie tylko ona jest tak podenerwowana. Siedzący na tylim siedzeniu chłopak rozglądał się uważnie dookoła. Za to właścicielka domu była spokojna. Sara wyjęła klucz ze stacyjki, odpięła pas i wysiadła. Nastolatek był wyraźnie spięty. Niepewnie podążał za swoją obecna opiekunką co chwila oglądając się za siebie. Zupełnie tak jakby ktoś miał za chwile wyskoczyć ze śmietnika czy skądkolwiek krzycząc "wracaj skąd przyszedłeś to był żart". To tylko świadczyło o braku pewności siebie, ale ją odzyska. Poszła za nimi. W środku czekał Nicolas z ciepłą herbatą dla pań i sokiem dla nich. Suzi postawiła na stole dopiero co odpakowane ciasto. Podarek od jednej z rozgadanych pań z bloku Daniela. Ciepła szarlotka bardzo przyczyniła się do poprawienia wszystkim samopoczucia. Po należytym odpoczynku przyszedł dla Adkinsa czas na zaznajomienie się z rozkładem domu. Miała tylko nadzieję, że nie jet tak marną projektantką wnętrz jak jej przyjaciółka.

(Daniel)

Pokój był wspaniały. Nie spodziewał się niczego takiego i nie oczekiwał. Niewiele brakowało by się rozpłakał. Ostatnio często płakał...
- Podziękuj Sarze. To ona urządzała ci pokój. Su wcisnęłaby tu wszystko co przypadłoby jej do gustu nie bacząc na to czy do siebie pasuje. Potem pokarzę ci mój. Też odnowiony i ja już za to podziękowałem wczoraj - Daniel obrócił się na piecie o 180 stopni. Nicolas stał w drzwiach. Z ramionami skrzyżowanymi na piersi opierał się o framugę i uśmiechał się. Daniel popatrzył na świeżo upieczonego studenta z wyrzutem po czym zszedł na duł do salonu by faktycznie podziękować dekoratorce.


(Sara)

 Chłopak stał już tak kilka minut i najwyraźniej nie wiedział co począć ze sobą. Wyłamywał palce co świadczyło tylko o jego zdenerwowaniu. Prawdopodobnie przyszedł tu z jakimś zamiarem ale stracił całą odwagę. Susan obserwowała go spokojnie tak jak Sara. Daniel jednak nie wyrzekłszy słowa w końcu poszedł na górę.

...

Popołudnie całkiem mile spędzone, pomyślała zapinając pas bezpieczeństwa. Odpaliła silnik i wrzuciła wsteczny chcąc wycofać samochód z podjazdu jednak zatrzymała się. Z domu wypadł Daniel i podbiegł do drzwi od strony kierowcy. Opuściła szybę.
- Co się stało? Zostawiłeś coś u mnie w samochodzie?
- Nie...ja ..ja...chciałempodziekowaćzapanipracę - ledwo zrozumiała co do niej powiedział i już go nie było. Uśmiechnęła się i wycofała samochód - Nie ma za co Dan, nie ma za co. - mruknęła do siebie zerkając w stronę domu i odjechała.

...

Przepraszam za taki długi okres oczekiwania i tak nudny rozdział. Ciężko mi ostatnio cokolwiek napisać. Cierpię na brak weny i lenistwo. Z czego to drugie jest chyba większym problemem (wena kiedyś wróci). Następny rozdział postaram się napisać i dodać szybciej.


Pokój Nicolasa

Pokój Daniela

2013/08/19

Rozdział 10

Przepraszam za tak długa przerwę. Chciałabym mieć coś na swoje usprawiedliwienie, ale nie mam. No chyba, że weźmie się pod uwagę moją niechęć do czegokolwiek ostatnio. Dobra nie zanudzam. Czytajcie.

(Susan)

Kilka ostatnich dni było naprawdę spokojnych. Wyraźnie widziała w Danielu zachodzące zmiany. Pozytywne zmiany. Co więcej między chłopcami nawiązała się jakaś więź i w duchu liczyła, że kiedyś zmieni się to w przyjaźń. Nawet jeśli nie uda jej się adoptować Adkinsa. Nie chciała by chłopcy stracili ze sobą kontakt. Skrzywiła się nieco słysząc czytany cicho teks. Przecież prosiła Nicolasa by wypożyczył coś innego jednak ten zawsze wymawiał się brakiem czasu. Upomni go o to kiedy znajdzie się z nim sam na sam. a na razie niech ta chwila trwa.


(Sara)

Sara była zła. Nie to mało powiedziane. Była wściekła. Powodem jej niezbyt pozytywnego nastroju była rozmowa telefoniczna którą dopiero co zakończyła. Jakiś urzędas raczył do niej zadzwonić i wręcz nakazał sprowadzić na jutro psychologa. Będzie potrzebny do przesłuchania Daniela Adkinsa. Shmit cieszyła się, że sprawa oprawców chłopaka tak szybko się toczy, ale...no właśnie. Prokuratura nie skonsultowała tego z psychologiem. Susan nie będzie zachwycona. Ordynator weszła do izolatki i 3 pary oku natychmiast spoczęły na niej.
- Su mogę cie na chwilę do mnie prosić - kobieta wstała i poszła do jej gabinetu. Sara przeczuwała, że ta rozmowa to będzie piekło.


(jakiś czas później - Susan)

Suzan weszła do izolatki. Było już troch późno i spodziewała się, że Nicolasa dawno już nie będzie, a jednak chłopak siedział przy stole. Rękom podpierał podbródek i patrzył przez okno. Cicho do niego podeszła i dotknęła jego ramienia. Odwrócił ku niej głowę i uśmiechnął się lekko.
- Suzi czy on z nami zamieszka? - zaskoczył ją nieco tym pytaniem
- Staram się o to, ale nie wiem czy mi się uda.
- W porządku - przeciągnął się i  wstał - Idę do domu
Zebrał rzeczy i z cichym dobranoc wyszedł. Kobieta cieszyła się, że jej podopieczny o nic innego nie pytał. Usiadła na skraju łóżka Daniela i chwile mu się przyglądała. Spał tak spokojne i wcale nie chciała tego przerywać. Mimo wszystko musiała to jednak zrobić. Musiała uprzedzić chłopaka o jutrzejszym spotkaniu. jeśli by tego nie zrobiła prawdopodobnie byłby jutro przerażony i straciłby do niej zaufanie które z wielkim trudem udało jej się zdobyć. Nie mogła do żadnej z tych rzeczy dopuścić.


(następnego dnia godz około 15 - Daniel)


Bardzo się denerwował. Susan wczoraj była bardzo w porządku i uprzedziła go o czekającym go przesłuchaniu. Był jej za to oczywiście wdzięczny. Przynajmniej nie był przerażony. Nie wiedział czy będzie w stanie opowiedzieć o tym co zaszło w domu. Jednak nie dano mu innej możliwości jak spróbować. Przynajmniej nie będzie sam. McCartney obiecała, że zostanie z nim. 

...

William Stell ma 46 lat i właśnie szedł szpitalnym korytarzem z przylepionym do twarzy pogodnym uśmiechem. Jednak daleko było mu do szczęścia. Był policjantem. Miał dzisiaj usłyszeć zaznania pewnego nastolatka, nagrać je i zanieść do prokuratury. Zadanie niby nie było bardzo skomplikowane, ale w obliczu tego co się stało...Will widział, że będzie ciężko. Nie chciał dręczyć dzieciaka ale zewsząd był naciskany. Sprawa pokazana była w ogólnokrajowych mediach. Cały naród chciał jak najszybszego wyroku. Gliniarz nie mógł zrozumieć dlaczego zeznania naocznych świadków nie wystarczą. Do tego opinia psychologa wyraźnie wskazywała na to, że młody Adkins nie jest jeszcze psychicznie na to gotowy. No ale cóż... Tak więc Will szedł teraz przesłuchać ofiarę. Niestety towarzyszyć mu miał inny policjant, który niedawno został przeniesiony do wydziału. Jim Bell był niecierpliwy i porywczy. Tego właśnie najbardziej dzisiaj obawiał się Will. Żadnego z przełożonych to nie obchodziło.


(Jim)

Ta robota była naprawdę głupia. Został zdegradowany i przeniesiony do głupiego podrzędnego durnego wydziału. I to tylko za to, że pobił tego głupiego świadka. Nie dziwił się już teraz, że obywatele tak się wściekają na umundurowanych. Dobrze, że miał znajomości na wyższym szczeblu. Wszedł za swoim nowym partnerem do jednej z sal i kiedy ten mu polecił rozstawił sprzęt, uruchomił go i usiadł w kacie pokoju.  przysłuchiwał się  zeznaniom, a raczej temu co miało być zeznaniami. Chłopak nie dość że ledwo poruszał wargami, to słowa były pojedyncze i niewyraźne. Mówił mało milczał długo, a słownictwo nie było jakoś wyszukane. Bell nie mógł pojąć nad czym ten dzieciak się zastanawia. Policjant co chwila zerkał na zegarek. Z każda minutą był coraz bardziej poirytowany. Minęła prawie godzina, a poszkodowany raczył wydukać zaledwie powrót do domu i to że go poszarpali. Jak tak dalej pójdzie to do jutra tego nie skończą.


(Daniel)

Weszło ich dwóch jeden był łysiejącym panem po 40 i miał wąsy, a drugi całkiem młody z wiązanymi w kitkę włosami. Nie był tym zachwycony. Czuł, że nie chce się z tym dzielić. To było takie upokarzające. Ten starszy przedstawił siebie i kolegę po czym rozstawili kamerę i po sprawdzeniu czy działa pan Bell usiadł w kącie w rogu pokoju, a William Stell umiejscowił się obok Susan i spokojnie powiedział.
- Spróbuj nam teraz opowiedzieć co się wtedy stało. Dobrze? Nie musisz się spieszyć. Mamy dużo czasu. Jeśli jednak poczujesz, że nie dasz rady przerwiemy i nikt nie będzie miał ci tego za złe. Zrozumiałeś.
Gardło wyschło mu na wiór więc tylko skinął głową. Potem opuścił wzrok i zaczął wpatrywać się w swoje dłonie. Przez kolejne kilka minut milczał, a kiedy w końcu z jego ust wydobyły się jakiekolwiek słowa to były one strasznie ciche. Miał wrażenie, ze oni go nie słyszą. No i nie potrafił wydusić z siebie więcej niż 3 do 4 słów na kilka minut. Mimo wcześniejszych zapewnień, że wszystko będzie dobrze jak nie będzie się spieszył Daniel z każdą mijającą minutą czuł, że spieprzył na całej linii. Nie chciał zawieźć Su ani utrudniać pracy ludziom którzy poświęcali dla niego swój czas, ale jednak...nie potrafił sprostać przeszłości. Zamilkł na długi czas. Nadal trwał w tej samej pozycji. Obawiał się spojrzeń pełnych gniewu i rezygnacji. Zawalił.

(Will)

Stell od początku wiedział, że chłopak nie będzie w stanie nic powiedzieć. Widać było, że stara się jednak lek przed tym co się stało blokował go. Naprawdę nie miał mu tego za złe. Im dłuższe były przerwy tym wyraźniej było widać jego zmagania ze sobą. Szkoda mu było patrzeć jak się męczy. Po około godzinie Adkins zamilkł na dobre. Drugą godzinę siedzieli w ciszy. No koniec. Zaciął się. Mężczyzna przeciągnął się. Nic kompletnie z tego nie będzie. Musi to teraz przerwać. Nim jednak zdołał powiedzieć choć słowo z zadziwiającą wręcz prędkością coś przemknęło obok. A potem rozległ się dźwięk wymierzanego ciosu.  
~Kurwa tylko nie to!~ przemknęło mu przez myśl i rzucił się by odciągnąć partnera od nastolatka. Za nim podążyła psycholog.

(Jim)

Czuł że dużej tego nie wytrzyma. Podniósł się i podbiegł do chłopaka. Złapał go za włosy jedną ręką, drugą zwinął w pięść i uderzył
- Myślisz, że ja nie mam nic lepszego do roboty. Owszem mam masę ciekawszych rzeczy - wywarczał - No dalej. Pospiesz się. Powiedz jak cie tatuś w dupę wypieprzył i jak ci dobrze było. Tylko tyle chcemy usłyszeć. Rozumiesz śmieciu. Rozumiesz...- zamachnął się po raz drugi, jednak nim spadł cios ktoś szarpnął go za włosy.


(Nickolas)

Wszedł do sali i zamarł. Zupełnie nie rozumiał co tu się dzieję.  Dwaj gliniarze, Susan i Daniel. Z czego Susan i jeden z policjantów starali się odciągnąć tego drugiego od chłopaka. W jednej chwili wszystko się wyjaśniło. Facet z kucykiem chciał Daniela bić. Kawałki układanki wskoczyły na miejsce. Nickolas doskoczył do funkcjonariusza, złapał za włosy i pociągnął w tył. Potem zręcznie obrócił przodem i wbił mu kolano w żołądek. Tak pochylonego złapał za kark i wypchnął na korytarz i zatrzasnął drzwi oddzielając tego człowieka od osób obecnych w pokoju. Zerknął na Daniela. Chłopak leżał  w najdalszym kącie łóżka, zwinięty w kłębek, cicho łkając. Na lewym policzku już tworzył się nieładny siniak. kiedy Su chciała się do niego zbliżyć płakał jeszcze bardziej. Starszy policjant nawet nie próbował podchodzić, wręcz przeciwnie. Powoli wycofywał się w kierunku wyjścia. Zatrzymał się tylko przy kamerze którą Collins dopiero teraz zauważył. Wyłączył urządzenie, odpiął od statywu wszystko zapakował byle jak i się wyniósł. Nick ledwo to zarejestrował. Zastanawiał się czy Daniel będzie też tak reagował kiedy on podejdzie. Ku jego zaskoczeniu zielonooki nie zareagował kiedy podszedł bliżej, ani kiedy usiadł na łóżku.A więc może uda się go choć trochę uspokoić
- Hey. Już dobrze. Tamtego faceta już nie ma i nie przyjdzie. Spokojnie już nikt cie nie skrzywdzi...- przemawiał do niego w podobnym tonie przez ponad godzinę, aż w końcu sam poczuł zmęczenie. Ostrożnie położył się na skraju łóżka, a Daniel natychmiast się przysunął do niego i wtulił mokrą od łez twarz w koszulkę. Nickolas zastanawiał się  co teraz ma zrobić. Niepewnie objął chłopaka, kładąc mu rękę na plecach. Bezwiednie niemal natychmiast zaczął po nich rysować rożne szlaczki. Jego to zawsze odprężało. Początkowo Adkins napiął wszystkie mięśnie, ale zaraz się rozluźnił. Kilkanaście minut później już spał. Nicolasowi tez coraz trudniej było utrzymać opadające powieki. Zanim zasnął zobaczył jeszcze jak Susan nakrywa ich swoją kołdrą.

(tydzień później - Susan)

McCartney była wściekła na to że ogóle wyraziła zgodę na to całe durne przesłuchanie. Daniel od tamtego czasu nawet jednego słowa nie wymówił. Nicolas też nie miewał się najlepiej. Nikt nawet ich nie próbował przeprosić. Chłopcy siedzieli z nią w sali. Nick czytał książkę, a Daniel siedział i wpatrywał się w swoje dłonie. Tę nie wesołą atmosferę przerwało pukanie do drzwi. Ostatnio nie zdarzało się to zbyt często dlatego podniosła głowę kiedy drzwi skrzypnęły. Pojawiła się w nich sama głowa. Kobieta zmarszczyła brwi. Po co ten człowiek tu przeszedł
 - Mogę na momencik panią poprosić? -  zapytał William Stell. Bez słowa wstała i wyszła. Stanęli na korytarzu.
-  Przyszedłem przeprosić za sytuację z zeszłego tygodnia. Nie chciałem, żeby to się stało. Powinienem był odmówić. Przykro mi.
- No cóż trochę winy mojej tez w tym jest, powinnam się na to nie zgodzić.
- Niemniej jednak moja jest większa, bo wiedziałem co nieco o charakterze mojego partnera.
-Co się z nim stało?
- Został dyscyplinarnie zwolniony i toczy się w jego sprawie postępowanie. Kamera wszystko nagrała.
- Rozumiem. Ulżyło mi. Cieszę się, że taki człowiek nie będzie pracował w policji. A teraz jeśli to już wszystko... - mężczyzna wyciągnął z kieszeni kopertę z pieczęcią sądu rejonowego i jej podał.
- Zabrałem zanim wysłali to pocztą. Domyślam się, że ostatnio rzadko bywacie w domu, więc...Do widzenia.
- Dziękuję i do widzenia  panu - kiedy mężczyzna zniknął za rogiem korytarza pospiesznie rozerwała papier. Rozłożyła wypełnioną drukiem kartkę i szybko przebiegła wzrokiem po tekście. A potem niczym w transie wróciła do sali. Podała dokument Nickowi. Jego twarz się zmieniła w ułamku sekundy.
- Zobacz Danielu - zagadnął chłopaka - ten kawałek papieru mówi o tym, że możesz z nami na zawsze zamieszkać. Cieszysz się?
CHCESZ OTRZYMYWAĆ INFORMACJE O NOWYCH NOTKACH BEZPOŚREDNIO PO TYM JAK SIĘ POJAWIĄ? NAPISZ SWÓJ NUMER GG BĄDŹ ADRES MAIL W KOMENTARZU! NA PEWNO O TOBIE NIE ZAPOMNĘ ^^.