2015/05/16

Rozdział 23

Ach witam Was wszystkich po raz kolejny. Powiem szczerze, że teraz to ja powinnam pisać jakąś pracę na zajęcia, ale nie mam do tego głowy. Zamiast tego mam tu taki sobie rozdzialik:D. Miłej lektury życzę^^

...

(Susan)

Nie mogła wiedzieć, że w tej właśnie chwili w jej własnym domu dzieją się rzeczy ważne i warte świętowania. Jednak pomimo tego postanowiła uczcić to o czym już wiedziała. Zadowolona po wyjściu z sądu udała się prosto do pobliskiego supermarketu. Chciała zrobić jakieś dobre ciasto. Wiedziała, że chłopcy z chęcią pochłoną cukiernicze dzieło. Była tylko ciekawa czy spodobają jej się rewelacje jakie dla nich miała. Szła właśnie na najbliższy przystanek z dwiema torbami pełnymi składników nie tylko na ciasto kiedy w kieszeni poczuła najpierw wibracje telefonu, a potem usłyszała dzwonek. Przełożyła jedną z reklamówek do drugiej ręki, wydobyła komórkę z kieszeni i odebrała. Telefon był z sądu. Musiała iść do pracy. Ustalone wcześniej było, że inna młodsza psycholog przyjdzie dzisiaj, ale dziewczyna nieszczęśliwie złamała nogę. Tak więc czekała ją rozprawa. Świętowanie będzie musiało poczekać. Pospiesznie wysłała chłopakom sms i wyłączyła telefon. 

(popołudnie - Daniel)

Odkąd się uspokoił po rozmowie w pokoju siedzieli na dworze. Każdy z nich leżał wygrzewając się na słońcu. Trzeba było korzystać z okazji w końcu nie wiadomo było kiedy zawita jesień i to ta prawdziwa, a nie kalendarzowa. Powyciągani na  leżakach, ani myśleli wstawać. Nawet do telefonu Nickolas nie wstał tylko go podniósł go z trawy, a potem go w te trawę rzucił. Teraz znowu rozległ się sygnał wiadomości i starszy chłopak poszukiwał telefonu po omacku gdyż nie chciało mu się podnosić głowy do góry. W końcu udało mu się telefon w swoje ręce dostać. Nim jednak zdołał go odblokować do ogródka wpadła Alex.
- Ej no! Co z wami jest. Zbierać się i to już! Raz, raz migusiem - zaklaskała dwukrotnie w dłonie
- Ty pisałaś ten sms z przed naszych drzwi czy jak? - wyburczał Nick, a Daniel się zaśmiał 
- Przestań marudzić. Na bank nie pisała tego pod drzwiami. No ale jak się próbuje korzystać z telefonu prawie śpiąc to...No widzisz takie efekty - puścił Alex oczko - A tak w ogóle co tam miałeś napisane?
- Nie mam pojęcia - Collins podrapał się po głowie, a Dan i Alex zachichotali
- Ruszcie sie idziemy do skate parku. Florcia opanowała jakieś nowe triki na deskę - dziewczyna zaczęła podskakiwać w miejscu pokazując im swoje całe uzębienie. Daniel pokręcił głową z niedowierzaniem. Znał dziewczyny już ze 3 - 4 miechy, a mimo to nadal dziwił się jakim cudem od taka Alex od nadmiaru energii jeszcze nie wybuchła. Usiadł na leżaku, założył sandały i podkoszulek po czym wstał i podszedł do Nicka, który ani myślał się ruszyć. Podniósł z ziemi szlaucha i podał dziewczynie, a potem odkręcił dopływ wody. Wrzask był okropny, ale poskutkowało. Nickolas stanął na nogach. Mokry i najwyraźniej odrobinę zły. Bardzo starali się z niego nie śmiać. W końcu Dan poszedł do kuchni i naskrobał na notatniku przyczepionym magnesem do lodówki wiadomość dla Susan dokąd idą i kiedy wrócą, zabrał z szafki zapasowe klucze od domu i wyszedł na zewnątrz. Przed frontowymi drzwiami poczekali na lenia, po zamykali wszystko i poszli. Daniel lubił obserwować Flo robiącą te wszystkie sztuczki, bo jak kiedyś powiedziała Alex, Gray po prostu wymiatała. Wolał to niż smażyć się na słońcu za domem.

(parę minut po 22 - Nickolas)

Zapalił światło w korytarzu i cicho wszedł do środka. Susan zapewne spała już i ani on ani Dan nie chcieli jej budzić. Z uśmiechami na twarzach zsuwali buty i na palcach przemknęli na piętro. Nie byli głodni, więc nie odwiedzali kuchni. Popołudnie mieli udane i bardzo wesołe. Teraz jednak czas na odpoczynek. Daniel miał jutro iść do szkoły. Zanim jednak poszedł do siebie uśmiechnął się do swojego chłopaka i przyciągnął go do siebie po czy mocno uścisnął i wypuścił. Teraz mógł się położyć.

(wcześnie rano)

Ktoś szarpał go za ramie najwyraźniej próbując go przedwcześnie obudzić. On miał dzisiaj wolne, więc nie zamierzał wstawać do 10. Wyrwał rękę i owinął się kołdrą i prawie już z powrotem spał kiedy poduszka została mu wyrwana z pod głowy. Z grymasem niezadowolenia i prośbą o opuszczenie jego lokum podniósł rzeczoną część ciała spodziewając się ujrzeć Susan. Tymczasem przed oczami zobaczył zatroskane oblicze Daniela i natychmiast sie rozbudził. Wygrzebał się z pościeli i usiadł na skraju łóżka.
- Co się stało?
- Susan chyba nie było w domu na noc. Jej obiad stoi w lodówce. Próbowałem się do niej dodzwonić z twojej komórki ale włącza się tylko sekretarka. Jak zadzwoniłem do pani Sary i zapytałem czy jej u niej nie było to powiedziała, że nie widziała jej od grilla w zeszły weekend - Nickowi zrobiło się zimno ze strachu. Taka sytuacja nie miała nigdy miejsca, ale nie mógł sobie pozwolić na panikę.
- Spokojnie - położył dłonie na ramionach Daniela i poważnym ale tez spokojnym tonem powiedział - Musisz zjeść śniadanie i iść na zajęcia inaczej Su nam potem uszy natrze. Ja tez już wstaje, zjem i podzwonię trochę po jej znajomych. nie martw się - młodszy się nieco rozluźnił jednak strapiona mina nie zniknęła z jego twarzy
-  Dobrze. Jadłem i zaraz będę wychodził. Ale daj mi znać jak coś będziesz wiedział.
- Nie ma sprawy - po tym zapewnieniu chłopak wyszedł, a Nick tak jak powiedział wstał i ubrał się i zszedł na dół. Nie miał ochoty na śniadanie. Niepokój skutecznie odbierał mu apetyt. W ciągu następnych 3 godzin obdzwonił wszystkich znajomych kobiety i nie dowiedział się niczego. Już nie wiedział co robić i ta cisza w domu doprowadzała go do szału. Pod wpływem chwili włączył telewizor i przełączył na lokalny kanał informacyjny. Monotonny głos prezenterki zawsze pozwalał mu się chociaż na chwilę wyłączyć. Jednak nie tym razem. Po jego ciele przebiegły nieprzyjemne dreszcze, a żołądek zawiązał się w supeł kiedy dziennikarka przedstawiła apel wystosowany przez policję.

(pracownia biologiczna, gdzieś koło godz 12 - Daniel)

Zupełnie nie mógł się skupić na zajęciach. Jego nowy partner z ławki Sam co i rusz go szturchał by wytrącić go z zamyślenia. Skutkowało na parę chwil. Jego myśli zaprzątała  Susan. Nie miał głowy do słuchania, ani robienia notatek. Bezmyślnie bazgrał tylko po kartce. 
- Możesz mi powiedzieć o czym mówiłam? - niespodziewanie pani Anderson stanęła przed jego ławką i zwróciła wprost do niego. 
- Nie mam pojęcia - odpowiedział szczerze bez cienia skruchy w głosie. Wiedział, że właśnie podpadł u najostrzejszej nauczycielki w szkole (tak krążyła o niej opinia wśród uczniów)  ale naprawdę niewiele go to teraz obchodziło. Otyła starsza kobieta z grymasem wiecznego cierpienia na twarzy rozchyliła usta by wygłosić pod jego adresem jakiś złośliwy komentarz kiedy rozległo się pukanie do drzwi klasy.
- Proszę - oschły ton kobiety najwyraźniej dotarł do osoby za drzwiami i ta już moment później znalazła się wewnątrz. Na twarzy nauczycielki po raz pierwszy zagościł uśmiech, a włosy na karku Daniela stanęły dęba. Przeczuwał niedobre wieści.
- Dzień dobry, pani Anderson. Czy mógłbym prosić o zwolnienie Dniela Atkinsa z reszty zajęć...
-Wiesz, żę cie lubię, ale... równie dobrze wiesz, że nie ma takiej możliwości chłopcze. A i wyjaśnij mi co masz wspólnego z tym nieukiem - wskazała Daniela palcem
- Proszę pani nie mam czasu...
- Tak się nie mówi do starszych. Nie to ci wkładałam do głowy przez całe liceum Nickolasie Collinsie - uderzyła otwartą dłonią w najbliższą ławkę - Wytłumacz się natychmiast! - na twarzy Nica pojawiło się zniecierpliwienie - Daniel też jest adoptowany przez Susan McCartney - wywarzał Collins przez niemal zaciśnięte usta nadal stojąc na baczność
- Nie tym tonem...- Nickolas sapnoł
- Zlituj się Żyleto, naprawdę nie mam czasu  - kobieta sapnęła z oburzenia, a Nick poczochrał sobie włosy - Wpisz mu to zwolnienie! Daniel zbieraj rzeczy, idziemy. Sara czeka z samochodem na dole. - chłopak błyskawicznie zgarnął wszystko do torby i ruszył do drzwi. Wychodząc powiedział cicho "do widzenia". Całą drogę do wyjścia biegli. Odezwał się dopiero przy drzwiach frontowych szkoły.
- Co się dzieje?
- Ktoś pobił Su. Sara nas zawiezie do szpitala.

2015/04/22

Rozdział 22

Witam Wszystkich czytelników. Mam cichą nadzieję, że rozdział się Wam spodoba. Ja osobiście nam wrażenie, że z rozdziału na rozdział pisanie wychodzi mi coraz gorzej. No ale to zostawię do waszej indywidualnej oceny. Już nie przynudzam więcej i zapraszam na kolejny kawałek tej historii.

(Nickolas)

Mało nie odetchnął z odczuwanej ulgi. Spodziewał się pretensji i awantury, a tu proszę...Zakłopotanie wypisane na twarzy i ciekawość, którą ociekało pytanie. Mimowolnie uśmiechnął się i ...chyba go rozzłościł.

(Daniel)

W jednej chwili był po prostu zaciekawiony i w miarę spokojny, ale ten uśmiech...doprowadził go do wrzenia w ułamku sekundy.
- Co cię tak niby bawi!? - warknął - To jakiś żart, tak!?  Wytłumacz mi, bo chyba nie zrozumiałem jego SENSU! ZABRAKŁO CI JĘZYKA W GĘBIE! CHYBA O COŚ PYTAŁEM! ODPOWIADAJ DO JASNEJ CHOLERY!!! - gniew zalał go jeszcze większą falą i przestał zupełnie myśleć nad tym co robi. Rozsądek mimo wszystko wrócił zaskakująco szybko, jednak już w tedy było za późno by mógł się zatrzymać.


(Nickolas)

Tylko wyćwiczony refleks pozwolił mu uniknąć pięści Daniela. Nigdy po chłopaku nie spodziewał się czegoś takiego. Nie miał też pomysłu za co by to miało być. Na myślenie jednak przyjdzie czas później. Teraz trzeba było działać. Adkins przy zamachu stracił równowagę i był na prostej drodze kolizyjnej ze ścianą. Nick więc odruchowo chwycił go za ramie  i podtrzymał by jednak do niechcianego spotkania nie doszło. Kiedy młodszy z chłopaków stanął w końcu  pewniej na nogach zaczął się od razu wyrywać. Nickolasowi  przez głowę nie przeszło nawet by go przytrzymywać siłą więc niemal od razu go puścił. Zielonooki  z wyraźnym zamiarem wyjścia odwrócił się na moment, który wystarczył by serce Nicka zamarło na krótką chwilę. Twarz Daniela była mokra od łez, na wargach gościł brzydki grymas, a oczy wypełnione nie tylko łzami ale też rozczarowaniem. Jak prędko chłopaka puścił tak równie szybko przyciągnął go teraz do siebie. I na nic już teraz zdało się wyrywanie, a także uderzenia pięściami  gdzie popadnie. Nie odpuścił. W końcu chłopak w jego ramionach znieruchomiał. Oparł głowę o jego klatkę piersiową. Nickolas słuchał jego urywanego oddechu jednocześnie głaskając go po jasnych nieco przydługich włosach. Razem w końcu usiedli pod ścianą naprzeciw siebie. Nickolas kilka chwil później zwolnił uchwyt w okół węższych pleców. Teraz był pewien, że Daniel nie ucieknie. Uniósł podbródek chłopaka i spojrzał w te jeszcze lekko zaszklone szmaragdy. Obiął dłońmi jego twarz i kciukami starł mokre ślady z policzków. Musiał zachować trzeźwość umysłu. Nie chciał teraz kolejnej niezamierzonej głupoty.
- Teraz spokojnie powiedz o co ci chodzi, dobrze?
- A wcześniej nie było spokojnie i wyraźnie? - Daniel obrócił głowę w bok
- Wyraźnie na pewno - parsknął śmiechem - ale nie jasno i spokojnie. Nie wiem też za bardzo o co ci konkretne chodziło. Przyszedłeś i chciałeś rozmawiać. Tyle wiem. - Daniel sapnął z oburzenia
- Przestań się mną bawić! Nie jestem rzeczą i mam uczucia, wiesz?! - wy warczał na jednym oddechu i zaczął wstawać. I znów zadziałał refleks. Nick błyskawicznie przytrzymał chłopaka.
- Czekaaaj - bardzo nie spodobał mu się tok myślenia młodszego - Ja wcale...nie mógłbym... - wziął głęboki wdech, a potem powoli wypuścił powietrze - Oczywiście nie jesteś rzeczą i daj mi chwilę, a wyjaśnię chociaż trochę. Jak tu wszedłeś to byłem zdenerwowany, bo spodziewałem się jakiejś awantury, a ty przeszedłeś tu w zupełnie innym nastroju i aż się z radości uśmiechałem.  Pomyślałeś, że się z ciebie śmieję, tak ? - Adkins w końcu skinął twierdząco głową - Nigdy dotąd nie śmiałem się z ciebie. Co najwyżej z twoich żartów, ewentual...
- Czym ty się tak denerwowałeś, niby? Już się kłóciliśmy przecież.
- ... nie z tobą. - a jeszcze przed chwilą wyjaśnienia wydawały mu się czymś prostym. Miał bowiem nadzieję, że Dan będzie po prostu spokojnie słuchał jak zawsze, tymczasem chłopak dzisiaj był trochę przekorny - No i się wkurzyłeś. A miałem stres bo to co odstawiłem na dole wcześniej było nie na miejscu. To nie powinno się zdarzyć. Przecież wiem przez co przeszedłeś.
- A co to ma niby do rzeczy? I właściwie dlaczego to zrobiłeś - na policzkach chłopaka wyszedł lekki rumieniec - jeny jak jakaś panienka - wymamrotał ciszej na co Nick się uśmiechnął
- Uroczo z nimi wyglądasz - rumieńce się pogłębiły, a jego broda opadła niżej - Nie uciekaj mi tu wzrokiem. Chcę ci powiedzieć coś bardzo ważnego. - ponownie uniósł mu brodę, a jego ton znacznie spoważniał  -  Twoja osoba niesamowicie mnie przyciąga. Chciałbym być stale obok ciebie i patrzyć na twój uśmiech, a i też wspierać kiedy coś pójdzie źle. Nie jako przyjaciel, ani brat. Tylko ktoś więcej. Chciałbym zostać twoim partnerem czy może chłopakiem, nie wiem... Nazwij to jak chcesz, ale...chciałbym spróbować - miał wrażenie, że właśnie mocno się wygłupił. To co mówił nie brzmiało jak powinno, ale nie umiał znaleźć innych słów. Jeśli Daniel się nie zgodzi teraz to i tak nie szkodzi. Mógł poczekać na niego. 


(Daniel)

Głos uwiązł mu w gardle z nagromadzonych emocji i miał wrażenie, że za chwilę znów będzie płakał. Ze szczęścia. Nie chciał płakać w takiej chwili. Obrócił głowę w bok i wierzchem dłoni zebrał zbierającą się już w kącikach oczu wilgoć. Nie był w stanie odezwać się teraz. Jednak nie mógł zostawić Nicka bez odpowiedzi. Ze zdenerwowania oblizał wargi.
- Jeśli nie teraz, to nic. - Nickolas uśmiechnął się łagodnie - Poczekam.
Dan przysunął się o kilka centymetrów bliżej, a potem lekko wychylił i sięgnął do ust drugiego chłopaka. Lekko je tylko musnął. Raz i drugi na co Nickolas również ostrożnie odpowiedział. W Danielu obudził się strach. Nie chciał zabrnąć za daleko więc przerwał. Nie był jeszcze gotów na coś mocniejszego. Niby sam wyszedł z inicjatywą, a teraz drżał jak liść. Oparł głowę na ramieniu dziewiętnastolatka i przełknął ślinę. W następnym monecie raniona Nica opięły go szczelnie i pociągnęły. Znalazł się na kolanach. 
- Nie musimy się z tym spieszyć. Mamy czas na wszystko - szept tuż przy uchu wystarczył by trochę się uspokoił. Ufał mu. I w chwili obecnej mógłby powiedzieć, że może tak zostać na wieczność.
 

2015/03/13

Rozdział 21

Witam wszystkich ponownie. Mam nadzieję, że jeszcze mam kogo witać :) Kimichi mam do Ciebie ogromną prośbę. Nie zabijaj mnie.
Nie będę więcej nudzić. Zapraszam na rozdział.

(Susan)


Zupełnie nie zwracając uwagi na protesty młodej sekretarki weszła do biura rzecznika prasowego sądu. Mężczyzna który aktualnie pełnił tę funkcję w stał ze swojego fotela i pochylił się do przodu opierając dłonie na blacie biurka.
- Liso prosiłem...
- Dzień dobry panu - Su nie dała mu dokończyć reprymendy - przyszłam w sprawie wywiadu - ta informacja wyraźnie ułagodziła mężczyznę
- Dobrze. Udzielę pani wywiadu jak tylko skończę rozmawiać z pani koleżanką po fachu - uśmiechnął się miło - Czy mogłaby pani poczekać na korytarzu?
- Przykro mi ale nie - również uśmiechnęła się miło i wyciągnęła z torebki dyktafon - To zajmie najwyżej chwilkę. Mam tylko kilka malutkich pytań i może zacznę od...? - udała zamyślenie i płynnym ruchem włączyła dyktafon - Mógłby mi pan powiedzieć kiedy do opiekunów ofiary Jamesa. A zostało wysłane zawiadomienie o rozpoczęciu procesu? - wykonał pospiesznie kilka telefonów 
- Przedwczoraj - miała ochotę urwać mu głowę
- Jaki jest czas określony przez urząd pocztowy na dostarczenie przesyłki poleconej? 
- Dwa dni robocze - zmarszczył brwi. Najwyraźniej nadal nie widział celu w jej pytaniach
- Czy myśli pan, że zawiadomienie dotarło do adresata przed konferencja prasową?
- Nie wydaje mi się - powoli tracił spokój
- Mam jeszcze tylko jedno pytanie. Czy takich informacji udziela pan każdemu? 
- Tylko dziennikarzom.
- Naprawdę?! Proszę mi powiedzieć z jakiej stacji telewizyjnej lub radiowej przyszłam i jak się nazywam. - mocno pobladł , a kobieta na stołku przed biurkiem rozchyliła usta w zdziwieniu
- Nie wie pan ponieważ się nie przedstawiłam. Nie posiadam również identyfikatora tak jak pani Rachel - zerknęła na kobietę - wystarczyło zaproponować wywiad i nic innego się nie liczyło dla pana. To tylko dowodzi, że priorytetem jest u pana kariera. Od ludzi takich jak pan wymaga się nie tylko prezencji i godnego reprezentowania urzędu, ale również dbania o komfort psychiczny ofiar i ich rodzin. Z pewnością ofiara Jamesa. A ani jego obecni opiekunowie nie czuli się komfortowo dowiadując się o rozpoczęciu procesu z mediów. W takim wypadku mogę tylko złożyć to nagranie wraz z pisemną skargą prosto na ręce rzecznika praw ofiar - wyłączyła dyktafon - Nie mam zamiaru publikować taśmy w mediach - wypuścił wstrzymywanie powietrze - jednak nie mogę tego samego zagwarantować ze strony obecnej tu pani - wskazała kobietę - A teraz już nie będę zawracać panu głowy proszę kontynuować wywiad. Do widzenia. - odwróciła się i wyszła. Chwilę później dogoniła ją dziennikarka.
- Przepraszam. czy mogę zadać jedno pytanie?
- Proszę bardzo.
- Jaki ma pani związek z ofiarą oskarżonego o gwałt Jamesa. A 
- Obecnie jestem prawną opiekunką chłopca. Nazywam się McCartney.
- Jak dowiedziała się pani o procesie?
- Z telewizji i to zupełnie przypadkiem. Podczas przerwy w pracy. Nie wyobraża sobie pani co to był za koszmar. Na niczym innym nie mogłam się później skupić. A kiedy wreszcie wróciłam do domu...Och! Myślałam, że nałykał się leków, ale cieszyłam się, że wymiotuje. Niewiele brakowało, a wezwałabym pogotowie - zaśmiała się nerwowo - Dobrze, że moja przyjaciółka podeszła do sprawy trochę spokojniej. Mięta tu dużo pomogła. Zjadła by pani cały słoik nutelli? - kobieta pokręciła przecząco głową - On zjadł. Została tam może łyżka. Ależ mi wtedy ulżyło, że nie zrobił sobie krzywdy - uśmiechnęła się -  Przepraszam. Na mnie już czas.  Muszę już iść. 
- Tak oczywiście. Dziękuję i do widzenia.
- Do widzenia  - Susan odwróciła się do kobiety plecami i ruszyła w odpowiednim kierunku. Doskonale widziała gdzie znajduje się to konkretne biuro. Po drodze jeszcze zatrzymała się przy jednym z okien i na papierze kancelaryjnym który zabrała ze sobą  napisała skargę. Potem udała się prosto do jednego z gabinetów.

(Daniel)

 Nie potrafił się uspokoić. Czuł nadal, że policzki mu płoną. Czemu musiał się tak rumienić. Uniósł dłoń do twarzy i opuszkami przesunął po policzku. To co się stało...Wydawało mu się snem. Jednak z każdą upływającą chwilą docierało do niego, że to się naprawdę stało. Powoli wstał z kuchennego krzesła i ruszył ku schodom. Chciałby porozmawiać, ale bał się tego co może usłyszeć. Szedł do pokoju Nicka, a każdy kolejny krok wydawał się cięższy i trudniejszy od poprzedniego. Po wydawałoby się stuleciach stanął przed właściwymi drzwiami i nacisnął klamkę. Drewno ustąpiło i znalazł się w środku. Zamknął je za sobą w innym wypadku odwróciłby się i uciekł. Nickolas stał przy oknie przodem do niego z rekami po bokach i niepokojem na twarzy. Daniel już się nie chciał wycofywać. Nabrał powietrza w płuca i wypuścił je powoli.
- Możesz mi powiedzieć co to miało znaczyć?

2014/12/29

Rozdził 20

Witam Was po świętach. Życzenia już składałam, więc to pominę. Powiem Wam, że ostatnio mi coś troszkę nie wyszło. Mianowicie...
Chciałam dać Wam pod choinkę tenże właśnie rozdział. Niestety nie udało mi się go skończyć na czas (przygotowania do świąt to jakiś obłęd: lista nieskończonych rzeczy do zrobienia. Zrobisz jedno zaraz znajdzie się drugie, albo przypominasz sobie niemal w ostatniej chwili o czymś ważnym. Koszmar. Dobrze, że daleko do kolejnego. Chociaż i tak pewnie zleci jak z bicza strzelił)Dopiero teraz znalazłam czas i siły by skończyć ten Wasz prezencik. Jóź nie świąteczny, a noworoczny. No już nie paplam. Zamykam się. Czytajcie :D

(Nickolas)

Pozwolił Danielowi przez kilka dni unikać się do woli. Sam musiał wszystko pookładać sobie w głowie. Do tej pory nastawił się "przyjaźń i nic więcej". Jednak teraz wiedział, że może z tego wyniknąć coś innego. Za każdym razem jak jego myśli schodziły na tenże temat miał ochotę tańczyć - z trudem się powstrzymywał. Jednak uśmiechu się nie mógł pozbyć z twarzy. Był w tak dobrym nastroju...Nucił pod nosem ulubione kawałki od początku zmiany. Był dużo milszy dla wszystkich. Nawet dla dwóch dziewczyn, które przyjęły się do tej kawiarenki chyba tylko po to by zalecać się i wdzięczyć do niego. Jakoś już tak się nie irytował. Dzisiaj miał zamiar jeszcze porozmawiać z przyjaciółkami. W duchu liczył na to, że podpowiedzą mu coś. Bowiem on sam nie miał zupełnie pojęcia jak niby miałby poderwać młodszego chłopaka.


(Daniel)

Zszedł na dół. W domu było cicho. Zarówno Susan jak i Nick byli w pracy. Ufali mu już na tyle by zostawić go samego w domu, a on nie próbował już niczego co mogłoby wywołać powrót do poprzedniego stanu rzeczy. Czuł się dobrze. Prawie. Ostatnio bowiem coraz bardziej dokuczało mu poczucie winy. Nie powinien czuć czegoś takiego względem najlepszego przyjaciela. Nie zamierzał mu nic mówić choć Flora gorąco go do tego namawiała. Czuł, że jeśli poszedłby za radą dziewczyny wszystko zmieniłoby się - na gorsze. Nie chciał tracić przyjaciela, więc usiłował zdusić w sobie te uczucia zanim opanują go całego. Skrzywił się. Ostatnio za dużo o tym myślał. Musiał znaleźć sobie coś do roboty. Włączył więc telewizor w nadziei, że może uda się znaleźć coś wartego uwagi. Powoli zmieniał kanały. Sprawdzał co na każdym z nich leci za nim przełączył. Nie zamierzał jednak poświęcać żadnej uwagi kanałom informacyjnym. Chciał po prostu je "przeskoczyć" . Jednak pech chciał, że przycisk przestał działać akurat  pomiędzy jednym takim programem, a drugim. Przyczyna niedziałającego guzika była dość prosta. Daniel szarą gumkę wcisnął pod plastik obudowy. Reklamy  skończyły się i kobieta "zaprosiła" widzów na kolejny serwis informacyjny. Chłopak starał się nie słuchać ale i tak wszytko doskonale docierało do jego uszu. Najpierw poszła informacja o karambolu na autostradzie w którym zderzyło się ze sobą 15 aut. Następnie o odnalezieniu ciała zaginionej dziewczyny. A kolejna było
- Dziś rozpocznie się proces Jamesa.A i jego trzech  wspólników - mówiła kobieta - Mężczyznom postawiono zarzut gwałtu i ciężkiego pobicia. Nieoficjalnie mówi się, że ofiarą tych czynów jest syn Jamesa.A. Nikt jednak nie potwierdził tej informacji. Rozprawa będzie miała status tajnej. Oskarżeni obecnie przebywają w aresz...- telewizor zgasł i Daniel rzucił pilotem przez całe pomieszczenie by mógł ostatecznie spotkać się(pilot) z twardą i nieustępliwą powierzchnią ściany. Wzdrygnął się i otrząsnął z ponurych myśli. Swe kroki skierował do kuchni. Stanął przed jedną z szafek i otworzył jej drzwi. W jego reku znalazł się słoik. Miał zamiar zjeść całą zawartość. Czekoladowa maź była dobra na poprawę humoru.


(Su)

Była lekko rozstrojona wchodząc do domu. Za nią spokojnie szła Sara. Nie dość, że o początku procesu dowiedziały się z telewizji to jeszcze ona martwiła się całe popołudnie o Daniela. W pospiechu ściągnęły buty, a Susan od razu skierowała się na piętro. Jej tępo znacznie zmalało przy schodach. Zawróciła i poszła do łazienki znajdującej się na parterze. Cicho zajrzała do środka. Młodszy z jej podopiecznych klęczał przed muszlą i najwyraźniej zwracał do jej wnętrza  całą zawartość swojego żołądka. Stały tam więc do puki nie skończył. Gdy w końcu usiadł na błękitnym dywaniku i otarł usta wierzchem dłoni  podeszły i pomogły mu wstać, a potem dojść do kanapy by tam mógł się położyć. Natychmiast zwinął się w kłębek i wtulił twarz w poduszkę. Susan miała nerwy w strzępach. Chwyciła za słuchawkę. Trzeba zadzwonić do szpitala. Nie miała pojęcia jakie leki połknął chłopak. Nerwowo przygryzła wewnętrzna stronę policzka wybierając numer. Sara szturchała ją w udo ale Su nie zwróciła na to większej uwagi. W końcu jednak musiała poświęcić odrobinę chwilę przyjaciółce gdy ta ją uszczypnęła. Ordynator rucham głowy wskazała na szklany stolik do kawy stojący obok kanapy. Stał na nim słoik po nutelli z łyżeczką w środku. Skrzywiła się. Naczynie było niemal puste. Posłała leżącemu na kanapie chłopcu pełne dezaprobaty spojrzenie i odłożyła słuchawkę bezprzewodowego telefonu. Dzieciaka zwyczajnie zmuliło. Kręcąc głową poszła zaparzyć miętę.

(Daniel - późno)

Poderwał się gwałtownie do siadu. Coś w przedpokoju narobiło sporego hałasu. Rozejrzał się nerwowo po salonie. W przejściu do przedpokoju ktoś leżał. Zsunął się z kanapy i po cichu podszedł do intruza. Usłyszał chichot i nawet go rozpoznał. Zmarszczył brwi. Jeszcze nie widział Collinsa w takim stanie. Nie miał pojęcia co tez mogło mu się stać. Nickolas miał problem z podniesieniem się do siadu. Sprawa jednak szybko się wyjaśniła. Starszy chłopak był pijany. Daniel mało nie zwymiotował kiedy do jego nosa dotarł ten przykry zapach. Jednak  Nick nie mógł spać na podłodze i Daniel spróbował podnieść przyjaciela. Udało mu się ledwo, a potem jeszcze wykrzesał z siebie tyle siły by obaj dotarli do kanapy. Praktycznie wywrócili się na wąski mebel. Daniel został przygnieciony bezwładnym ciałem pijanego. Nie miał sił by odepchnąć Nicka. Było mu bardzo niewygodnie i kiedy już myślał, że resztę nocy spędzi właśnie tak starszy chłopak obrócił się na bok plecami do oparcia mrucząc coś niezrozumiale pod nosem. Adkins przekręcił się również plecami do oparcia. Czuł się trochę niekomfortowo kiedy zrozumiał w jakiej pozycji się znaleźli. Czuł jak kark i barki sztywnieją mu ze stresu. Rozluźnił się jednak kilka chwil później kiedy oddech drugiego unormował się. Słyszał to i czuł ciepły regularny powiew na swojej szyi. Zasnął niedługo potem.


(Nickolas - rano)

Zasłonił oczy ramieniem jednocześnie zsuwając ze stopy buta. Za cholerę nie mógł sobie przypomnieć jak dotarł wczoraj do tej kanapy. Nie miał za to problemu z przypomnieniem sobie dlaczego tyle wypił. Poderwał się do siadu i zapulsowało mu w skroniach. Nie był stworzony do takiej ilości alkoholu. Zignorował to jednak. Wstał i poszedł do kuchni. Liczył na to że jest jeszcze na tyle wcześnie, że Su jest w domu. Miał zamiar jej wygarnąć za zatajanie przed nim tak ważnych spraw. Początek procesu to nie jest coś o czym człowiek powinien się dowiedzieć z radia. Jenak w kuchni zastał tylko Daniela siedzącego przy stole z kubkiem zapewne herbaty. Usiadł przed nim.
- Jak się czujesz? - zapytał i uniósł brwi gdy chłopak parsknął śmiechem
- Chyba ja powinienem spytać. Wyglądasz jakby cię ktoś przeżuł i wypluł. A pachniesz jak wyjęty prosto z kosza na śmieci. Uff! Znowu mi niedobrze - i skrzywił się. Starszy z chłopców zaczął się zastanawiać co takiego wczoraj przegapił
- Dlaczego ci niedobrze?
- Zjadłem wczoraj prawie całą nutelle. Zachciało mi się telewizje oglądać - podniósł kubek do ust - Chciałem sobie humor poprawić. A ciebie co napadło? Byłeś tak pijany, że ledwo dowlokłem cię do kanapy.
- Powiedzmy, że tez chciałem humor poprawić - wyszeptał. Najwyraźniej obaj mieli ten sam powód jak zdołał wywnioskować - Gdzie jest Susan?
- Poszła do sądu.
- Po co?
- A bo ja wiem?! - wzruszył ramionami - Mamrotała coś o niekompetentnych bałwanach i bezmózgich małpach pierdzących w stołki - Nick się uśmiechnął i ochota na kłótnie też mu przeszła - Ona też chyba chce poprawić sobie humor - obaj parsknęli śmiechem
- Idę się wykąpać - wstał i wyszedł. Postanowił skorzystać z prysznica na parterze gdyż nie chciało mu się wchodzić na górę. Odkręcił natrysk i szybko pozbył się wymiętej odzieży. Doprowadzenie się do stanu używalności zajęło mu około 20 minut. Ubrany w czysty dres z nadal mokrymi włosami znów znalazł się w kuchni. Na stole już czekał na niego kubek pełen parzonej kawy i kilka kanapek.

(Daniel)

Jóź nic mu nie dolegało. Nudności i ból brzucha minęły. Do tego ku własnemu zdziwieniu nie czuł się ani trochę skrepowany. Sam przed sobą spokojnie mógł przyznać, że bardzo wygodnie mu się spało. No i kiedy Nick tak go obejmował - nawet we śnie - czuł się bezpiecznie. Jedno tylko by zmienił. Starszy chłopiec nie powinien być w takim stanie. Uśmiechnął się głupawo do siebie i zalał kawę wrzątkiem by następnie postawić pełen kubek obok talerza kanapek z twarożkiem i szczypiorkiem. Usiadł naprzeciw miejsca które zajmie Nick i czekał. Collins zjawił się kilka minut później. Usiadł i zabrał się za przygotowany posiłek. Oboje nie mieli sobie za wiele do powiedzenia. Przynajmniej teraz. Śniadanie upłynęło więc w ciszy. Daniel potem tylko wstał by zabrać talerz. Jednak zanim podniósł naczynie jego wzrok zatrzymał się na chwile na kształtnych wargach Nicka. Była na nich odrobina twarogu. Pod wpływem impulsu Daniel wyciągnął dłoń i ostrożnie palcem wskazującym zebrał okruszki z jego warg.

(Nickolas)

Rozchylił wargi. To było dość nieoczekiwane. Niczym zaczarowany patrzył jak Daniel zbliża dłoń do własnych ust. Sięgnął przed siebie i chwycił jego rękę w nadgarstku delikatnie jak gdyby była z porcelany. Chłopak nie wyrywał się, wiec Nick przyciągnął go bliżej. Moment później obejmował ustami koniec jego palca. Biały serek szybko został zlizany i Nickolas mógłby puścić jednak nie chciał. Nie pozwalały mu na to te uroczo zaróżowione policzki i szeroko otwarte roziskrzone oczy. Wsunął palec głębiej  i possał go chwilę, a potem, powoli cały czas liżąc wysunął . Rozluźnił palce zaciśnięte wokół nadgarstka Daniela i zmusił się by wyjść. Poszedł na górę. Znalazłszy się bezpiecznie  we własnym pokoju powoli wypuścił powietrze z płuc.
- Cholera - wymamrotał. Częściowo ze złości, częściowo dlatego że miał problem. Problem którego nie chciał ruszać. Bał się, że Adkins może wściekły wpaść tu w każdej chwili.

2014/12/24

Życzenia

Moi kochani zapewne już podzieliliście się opłatkiem z najbliższymi i jesteście po wigilijnej kolacji. Mimo wszystko nadal nie jest za późno na życzenia dla Was. Tak więc...

Życzę Wam wszystkim zdrowych wesołych, pełnych ciepła rodzinnego i miłości Świat Bożego Narodzenia. Jak i również szampańskiej, naprawdę fajnej i pomimo wszystko bezpiecznej hulanki na Sylwestra oraz udanego pełnego pozytywów Nowego Roku.



CHCESZ OTRZYMYWAĆ INFORMACJE O NOWYCH NOTKACH BEZPOŚREDNIO PO TYM JAK SIĘ POJAWIĄ? NAPISZ SWÓJ NUMER GG BĄDŹ ADRES MAIL W KOMENTARZU! NA PEWNO O TOBIE NIE ZAPOMNĘ ^^.