No dobra wróciłam. Przepraszam za moją tak długą nieobecność. Była ona zupełnie nieplanowana (komputery nie mają w zwyczaju dawać komunikatu o tym że jakaś część za chwilkę ci się sfajczy). Rozdział będzie jutro.
2013/11/18
2013/10/19
Rozdział 12
(Nickolas)
Zastanawiał się nad propozycją Susan już kilka dni. Oboje chcieli coś zmienić w zachowaniu Daniela. Przez cały miesiąc zdążyli się zorientować w sytuacji. Z początku wydawało się, że Adkins jest silniejszy niż przypuszczali – co niepomierne dziwiło rudowłosą psycholog - ale szybko okazało się, że jest zupełnie odwrotnie. Czyli tak jak ona się tego spodziewała. Jakieś 4 dni temu McCartney wyciągnęła go z wyrka w środku nocy na rozmowę. Oznajmiła na samym jej wstępie, że po prosu MUSZĄ coś z tym wszystkim zrobić. Był wtedy kompletnie nieprzytomny i kobieta zmuszona była mu tłumaczyć najbardziej oczywiste rzeczy. Do tego zgodził się tylko dlatego żeby mieć spokój. Bynajmniej wtedy. Jednak już rano miał się nad czym zastanawiać. Bowiem kobieta poprosiła go w środku nocy o ściągnięcie kilku znajomych do domu. Po czym się zmyła. Powiedziała mu wtedy dokładnie
„- Nick ja zdaje sobie
sprawę, że on nie jest w stanie zmierzyć się jeszcze z
otaczającym go światem, ale im dłużej będzie to trwało tym
będzie trudniej. Jeśli on nie wyjdzie do ludzi to ludzie przyjdą
do niego. Ściągnij do domu znajomych.”
I właśnie to zajmowało
go przez ostatnie 4 dni. Zastanawiał się kogo mógłby
przyprowadzić. W końcu zdecydował się na dwie znajome, a
właściwie przyjaciółki choć nigdy im tego nie powiedział. I
nawet już wiedział co powie Danielowi. Uśmiechnął się na sama
myśl o spotkaniu. Będzie ciekawie.
(Daniel)
Mieszkał w tym domu już
miesiąc i było mu tu dobrze. Nikt na niego nie krzyczał, nikt do
niczego nie zmuszał, nie poniżał i nie bił. Właściwie pozwalali
mu spać do południa, jeść o każdej porze, oglądać co chciał.
Nie chodził również do szkoły. A jednak...mimo przyzwolenia
opiekunki na totalne lenistwo nieustanie wynajdował sobie zajęcia.
Głównie sprzątał. Podczas pracy skupiał się na wykonywanych
czynnościach, a nie na tym co było. Natomiast kiedy nie był zajęty
nękały go wspomnienia i złe myśli. Był tylko jeden problem. Za
kilka dni nie będzie miał już co sprzątać. Zostało mu już
tylko uporządkować strych. Zamierzał się za to zabrać zaraz po
zmienieniu garderoby i zjedzeniu śniadania i to nie koniecznie w
takiej kolejności. Zszedł na dół w piżamie i natychmiast tego
pożałował. W salonie siedział Nick z dwiema koleżankami. Cała
trójka pochylała się nad planszą do scrabbli. Miał nadzieję,
że uda mi się wycofać niezauważonym. Jednak jak mawiają nadzieja
matką głupich. Kiedy Daniel stawiał krok w tył Nick podniósł
głowę i uśmiechnął się:
- Dzień dobry
śpiochu. Śniadanie czeka na stole w kuchni - obie dziewczyny
odwróciły ku niemu głowy w tym samym momencie i obdarzyły
ciepłymi uśmiechami – Najpierw zjedz, a potem idź się ogarnij.
Jak już się ze wszystkim uporasz to zejdź tu do nas. We czwórkę
będzie się fajniej grało - siedzący na pufie student podniósł
zielony woreczek z plastikowymi płytkami i zachęcająco nim
potrząsnął. Zirytowany licealista wywrócił oczami i poszedł
zjeść. Żując kanapkę przeklinał Nicolasa za jego pomysły i za
to że nie uprzedził go o wizycie tamtych. Nie tak sobie zaplanował
dzień. Mimo całego niezadowolenia wszystko zrobił szybko i już
niecałe 30 minut później siedział w salonie na pufie obok
Collinsa. Czas spełnić życzenie Nica. Nastąpiło to zaraz po
tym jak wszyscy wszystkim zostali przedstawieni. Dziewczyny okazały
się bardzo sympatyczne. Alex (jej włosy były koloru gumy do
żucia) cały czas trajkotała o wszystkim i o niczym od czasu do
czasu inicjator całego spotkania wtrącał jakąś uwagę –
śmieszną lub miej - było naprawdę spoko. Gra szła mi tak
średnio. Za to Florze szło fenomenalnie. Niemal w każdej rundzie
zdobywała dużą liczbę punktów. I za każdym razem pokazywała
swoje białe ząbki w uśmiechu nie wyrzekłszy jednak ani jednego
słowa. W ogóle się nie odzywała. Nie potrafił tego wyjaśnić
więc w którymś momencie pochylił się i na ucho zapytał o to
Nica. Wydawało mu się, że mówi na tyle cicho, że dziewczyny nie
słyszą.
- Wiesz, że w
towarzystwie nieładnie jest szeptać? - Alex zwróciła mu uwagę –
A jeśli chodzi o Flore to ona nie mówi od urodzenia. Jest niema.
Ale za to jak śmiga na rolkach i desce – Daniel miał ochotę
zapaść się pod ziemię. Najpierw zrobił się czerwony ze wstydu,
a potem nie mógł słowa wykrztusić. Było mu strasznie głupio. W
końcu po minutach ciężkiej, nieprzyjemnej ciszy która wcale nie
pomagała spojrzał na okularnicę
- Prze...- potrząsnęła
zdecydowanie głową, uśmiechnęła się życzliwie i podniosła
kciuki do góry. Atmosfera znacznie się rozluźniła. Kiedy już
mieli ponownie rozpocząć grę do Nicka przyszedł sms. Po
odczytaniu go chłopak stwierdził, że musi pojechać do komisu w
centrum po telefon który oddał do naprawy. Jednak nie mógł
zostawić Daniela samego w domu. Na co wspomniany wyżej głośno
zaprotestował. Jednak starszy z chłopców szybko uciął te
dyskusje. Dziewczyny miały zostać do puki nie wróci Su albo on
sam. W ostatniej niemal chwili Alex przypomniała sobie o brakach w
lodówce i zabrała się razem z nim. Został z Florą.
(Nickolas)
Alex po drodze zataczała
się ze śmiechu. Ledwo powstrzymywała się w domu, ale teraz nie
musiała...A on kompletnie tego nie rozumiał.
- Co cie tak bawi? -
zapytał w końcu sfrustrowany już nie co jej zachowaniem
- No bo... - wysapała
ocierając łzę z policzka – on miał taką zabawna minę, a do
tego ty taki odpowiedzialny i opiekuńczy. No normalne jeszcze
gorzej niż zwykle. - dostała muke w ramię
- Grabisz sobie,
grabisz mała
- Ja nie ogrodnik, a
tak nawiasem... rusz się – ruszyła truchtem przed siebie –
Autobus nam zaraz ucieknie – chłopak obejrzał się za siebie w
chwili gdy autobus wyjeżdżał z sąsiedniej ulicy. Pobiegli.
(Daniel)
Początkowo usiłowali
grać w scrabble jeszcze kilka chwil, ale Nicolas miał jednak rację.
Im więcej osób grało tym zabawniej było. Przerwali więc. Dan
czuł się nieco niezręcznie w obecności niemej dziewczyny. Milczał
więc przez kilkanaście minut. Jednak na dłuższą metę było to
męczące.
- Słuchaj...twoja
koleżanka mówiła, że dobrze radzisz sobie na deskorolce i
rolkach – przytaknęła – jakiś czas temu dostałem deskę, a
nie umiem na niej jeździć i...i pomyślałem teraz, że może
chciałabyś...bardziej ci się przyda niż mnie – wyszedł z
salonu i zaczekał na Florę. Podążyła za nim do pokoju który
mógł zwać swoim. Mogło w nim być wszystko i nikt by tego nie
kwestionował, jednak poza leżącym na biurku szkicownikiem i
kilkoma książkami na półkach nic się nie zmieniło w wystroju.
Podał deskę dziewczynie. Nie spodziewał się takiego entuzjazmu.
Obejrzała ją bardzo dokładnie i nawet stanęła na niej. Jednak w
końcu zwróciła na niego uwagę. Z kieszeni wyciągnęła długopis
on zaś z szuflady notes. Otworzyła podany zeszyt i natychmiast
zaczęła w nim skrobać coś zawzięcie. Kiedy tylko skończyła
podała mu do przeczytania. Miała ładny charakter pisma
Deska jest świetna.
Dziękuję. Nie wiem jak ci się odwdzięczę. Szkoda że nie możemy
wyjść. Z chęcią bym ja teraz wypróbowała.
- Nie
musisz się odwdzięczać. To jest prezent – uśmiechnął się -
nie mam pojęcia gdzie tu jest skate park i raczej nie mam ochoty na
razie nigdzie wychodzić, no może poza ogródkiem. Właśnie! Jeśli
chcesz posiedzieć na powietrzu chodźmy tam – szeroki uśmiech
zagościł na stałe na jego twarzy. Towarzyszka ochoczo skinęła
głowa i poszła przodem o zaś zanim opuścił własny pokój
zabrał z półki jedna z książek. Wyszli na zewnątrz. Dan
zatrzymał się w progu przeszklonych drzwi by chwile popatrzeć na
niewielki kawałek zieleni za domem. Nadal nie mógł się nadziwić
jak kobieta z takim nawałem pracy potrafiła o wszystko zadbać.
Zerknął na Flo. Składała kartkę papieru w kwadrat.
- Co
robisz? - wyszedł na trawnik, a drzwi za nim zasunęły się z
cichym szmerem. W tejże chwili brunetka rzuciła mu spojrzenie pod
tytułem ”uduszę cię”. Cofnął się o krok
- Co
ja takiego zrobiłem? - rozłożyła wcześniej składany
karteluszek i napisała
Widzisz gdzieś z tej
strony klamkę? Te drzwi same się zatrzaskują jeśli niczym ich nie
zablokujesz. Nie mamy jak wejść do środka. Przypominam ci że
drzwi frontowe Nicolas zamykał kluczem :/
Usiadł ciężko na
trawie i objął kolana ramionami.
- Nie wiedziałem.
Przepraszam – dziewczyna jednak tylko odwróciła się do niego
tyłem, również usiadła na ziemi i jęła bazgrać po notatniku.
Minuty strasznie się ciągnęły. Było nudno. Do tego powietrze
było duszne i ciężkie, a niebo z wolna zasnuwały ciężkie szare
chmury.
- Floro ja naprawdę
nie wiedziałem o tych drzwiach – wymamrotał nie mogąc już
dłużej znieść panującej ciszy – Proszę nie gniewaj się.
Przysięgam ci, że jak Nick wróci obedrę go ze skóry. Kompletnie
nic mi nie powiedział – ramiona dziewczyny zaczęły drżeć.
Odwróciła się chwile później śmiejąc się. Dziwny to był
widok dla Daniela. Widział że się śmieje ale nie słyszał tego
– Bardzo śmieszne. Powiem mu, że mnie na niego nasłałaś –
wyszczerzyła się – Nie podobało mi się, że byłaś na mnie
zła. Czułem się okropnie. Nie lubię denerwować ludzi których
lubię. To dziwne bo znam cie tylko te kilka godzin, a wydaje mi
się, że znam cie całe życie – pokiwała głową z zadowolonym
uśmieszkiem – Chyba za dużo mówię – zamilkł. Ponownie
zapadło milczenie jednak to było pełne zgody. A przerwane zostało
szelestem dartego papieru.
Mam nadzieję, że
wrócą nim zacznie padać
- Też
na to liczę. Nie chce moknąć - kilka minut później musieli się
schronić pod krawędziom dachu. Najpierw spadały wielkie i ciężkie
krople. W niedługim czasie te krople zmieniły się w
najprawdziwszą ulewę, a fragment dachu okazał się być marnym
schronieniem.
(Nickolas)
Wysiedli
z autobusu i od razu puścili się biegiem. Lało już jak wychodzili
z centrum. Susan jako pierwsza dotarła do drzwi ale zanim wydobyła
klucze z torebki zjawił się Nick, a tuż za nim Alex. Chłopak
wydobył klucz i szybko otworzył.
- Jesteśmy!
- krzyknął od progu ale nie spotkał się z żadna reakcją.
Wszedł do salonu. Daniela i Flory tu nie było. Po kolei sprawdzał
kolejne pokoje coraz bardziej zaniepokojony. W końcu napisał
wiadomość do Flo. „Gdzie
jesteście” mało nie spadł ze schodów odczytując odpowiedz.
Brzmiała ona krótko:”W ogrodzie”. Podszedł do salonowych,
szklanych odsuwanych drzwi i je otworzył.
(Flora)
Była
wściekła. Na nikogo konkretnego. Ale jednak była wściekła.
Wpadła do domu pierwsza i od razu zamigała do Nica kilka
niecenzuralnych. Chłopak złapał ją za ręce w przegubach.
- Zrozumiałem
– powiedział z uśmieszkiem przylepionym do twarzy – ale może
pójdziesz się wykąpać. Potem możesz mi wymyślać ile tylko
dusza zabraknie. Pójdę pożyczyć od Susan jakieś suche ubranie –
na wzmiankę o ciepłej kąpieli wszystkie wyzwiska uleciały z jej
głowy. Zagrzeje się i zmieni ubranie. Nic innego jej w tej chwili
nie było potrzebne. Kiedy zamykała drzwi od łazienki na dole
usłyszała jak student wysyła Daniela do łazienki na górę.
(Nickolas)
Prawie
półtorej godziny minęło odkąd wysłał młodego piętro wyżej.
Flora już dawno siedziała w suchych ciuchach na kanapie. Wszyscy
zaczynali się niepokoić. Nicolas pognał w końcu na górę, by
obudzić chłopaka. Najbardziej prawdopodobne bowiem było, że
nastolatek kiedy się już rozgrzał i przebrał postanowił chwilkę
po leniuchować. Jednak Collins nie znalazł „ leniucha ” w
pokoju. Gnany najczarniejszymi scenariuszami dopadł do drzwi
łazienki. Wyraźnie słyszał przez nie szum prysznica. Zapukał
- Daniel
słyszysz mnie?
- Tak
– odparł tamten
- Co
ty tam robisz tyle czasu?
- A
co mogę?! Kopie się.
- Starczy
tego w takim razie. Jak nie wyjdziesz stamtąd będziesz wyglądał
jak pomarszczona stara babcia
- To
co! Idź stad!
Nie
dla Nika była taka rozmowa. Nacisnął klamkę, a drzwi otworzyły
się gładko. Najwyraźniej chłopak nie zamknął zamka od środka.
Naprzeciw niego znalazła się kabina prysznicowa. Daniel faktycznie
stał pod natryskiem ściskając gąbkę w dłoni. Jednak Nicolasa
absorbowało coś innego. Takiego widoku się nie spodziewał.
...
Chciałabym Was bardzo przeprosić za opóźnienie. Po prostu nie dałam rady tego napisać na czwartek. Zwyczajnie nie wyrobiłam się. Jeszcze raz przepraszam. Mam nadzieję, że się podobało.
Do następnego.
2013/10/14
Arigato Gozaimasu
Witam ponownie
Nie zamierzam długo nudzić więc zacznę możne od podziękowań. Przede wszystkim muszę gorąco podziękować Kimichi za interwencje. Szczerze. Nie spodziewałam się takiego odzewu. Kolejne podziękowania należą się tym wszystkim którzy zechcieli poświęcić te odrobinę czasu by przeczytać moje wypociny:D. Tak więc dziękuję Wam bardzo. Teraz wypadałoby się ruszyć do roboty i nie pozostaje mi nic innego jak napisać kolejny rozdział. Obiecuję że pojawi się on najdalej w czwartek wieczorem.
Jest jeszcze jedna sprawa...
Nominacje od Kimichi i Quinni Neko. Postaram i z tym się uporać jak najszybciej.
A teraz...Oyasuminasai minna :*
2013/10/01
Co mam robić?
Rozważam ostatnio zawieszenie bądź skasowanie tego bloga. Dlaczego? No cóż mam wrażenie, że nie czyta tego nikt po za Kimichi. I choć wiem, że jest wierną czytelniczka i zawsze niecierpliwie czeka na kolejny kawałek tej historii to trochę ciężko mi się zmotywować. Kolejny rozdział mam napisany w notesie, ale nie mam ochoty go przepisywać. Ciężko mi z wiedzą, że niemal nikt tego nie czyta. To przykre. Dlatego jeśli ta opowieść ma ujrzeć koniec proszę Wszystkich którzy to czytają - a nie widzę po śladu - odezwijcie się i dajcie mi siłę której potrzebuję. Wiedzcie, że nie pisze tego dla siebie, a dla Was.
2013/09/12
Rozdział 11
(Nickolas)
Zupełnie nie wiedział jakiej reakcji się po chłopaku spodziewać. Daniel siedział pochylony nad urzędowym pismem i przyswajał sobie jego treść. Z tego co zauważył Nick czytał to wszystko po raz któryś. Najwyraźniej był w szoku. Położył dłonie przed sobą i zatrzęsły mu się ramiona od hamowanego płaczu.
(Daniel)
Jak bardzo pragnął się nie rozpłakać. Ale nie potrafił tego powstrzymać. Chwilę później łzy spływały strumieniem po policzkach. Ile musiało to sprawić przykrości dwójce jego opiekunów, a przecież on nie płakał ze smutku, ani złości. Ta wiadomość z sądu napełniła jego serce po brzegi ciepłem. Tylko nie potrafi się uśmiechnąć. Przerażało go to trochę. Płacząc zsunął się z łóżka i podreptał do Su po czym wdrapał się jej na kolana i przytulił. Liczył na to, że go nie odepchnie i nie wyśmieje. Miał nadzieję, że ona to pojmie...zrozumie go.
(Susan)
Pogłaskała chłopaka po głowie. Wiedziała, że Daniel jest szczęśliwy ale inaczej nie potrafi tego wyrazić. Możne za jakiś czas zobaczy szczery i radosny uśmiech na jego twarzy. Chciała by nastąpiło to w niedługim czasie. Serce jej się krajało gdy patrzyła na jego łzy i nie pomagał fakt, że są to łzy szczęścia.
(Nickolas)
Zapłakany Adkins w końcu usnął. Susan ostrożnie ułożyła chłopaka w łóżku i okryła kołdrą, a potem oboje po cichu wyszli. Zeszli na dół do szpitalnej kawiarenki. Tam usiedli przy jednym z dwóch dostępnych stolików uprzednio kupując kawę i styropianowych kubkach i słodkie bułeczki. Obojgu znacznie ulżyło. Wiedział, że McCartney od początku planowała przygarnięcie chłopaka pod swoje skrzydła. Cieszył się z jej sukcesu jednak nie tylko z tego. Przyzwyczaił się już do milczącego towarzysza i nawet polubił czytanie. Te popołudnia z Danielem sprawiały mu naprawdę dużo przyjemności. Chłopak obudził w nim ciepło jakiego dotąd nie znał. Nicolas miał nadzieję, że kiedyś Daniel się otworzy. Przed jego o czami niespodziewanie pojawiło się coś rozmazanego o cielistym kolorze. Odsunął się gwałtownie od tego i prawie wywrócił z krzesłem. Susan stłumiła śmiech.
- Na jaka planetę odleciałeś? Mówię do ciebie a ty w ogóle mnie nie słuchasz.
- Przepraszam
- Wybaczone, a teraz... powiedz mi jak to z twoją pracą. Dasz radę przez kilka dni tu przychodzić do Daniela? Popołudniami?
- Zaczekaj muszę zadzwonić - zajęło mu to parę minut ale udało się - Załatwione. Cały ten tydzień będę miał pierwszą zmianę, ale na więcej się nie zgodzili - Susan uśmiechnęła się z zadowoleniem
- Myślę, że więcej to nie zajmie. Może nawet mniej
- Co ty planujesz robić w wolnym czasie.
- Wcale nie będzie taki znowu wolny. Planujemy z Sarą wybrać się na zakupy - oczy jej zamigotały z podniecenia - Trzeba kupić tyle rzeczy...
- Rozumiem - powiedział ostrożnie, bo chociaż miał podejrzenia to jednak były one nie potwierdzone - A co zamierzacie kupować?
- Ubrania, meble, farby i parę innych potrzebnych drobiazgów. Najpierw jednak trzeba opróżnić graciarnie. Planuję zrobić wyprzedaż garażową... czemu się tak uśmiechasz?
Nicolas istotnie uśmiechał się i to całkiem szeroko. Miał do tego konkretny powód. Rudowłosa kobieta zmarszczyła brwi.
- Pamiętasz jak 2 lata temu chciałem posprzątać graty stamtąd. Broniłaś tych śmieci rękoma i nogami i stwierdziłaś, że nigdy się tego nie pozbędziesz - uśmiechnął się - założyliśmy się wtedy. Konkretnie o to, że w ciągu najbliższych 5 lat pozbędziesz się tych rzeczy i to była moja opcja. Ty uparłaś się na coś zupełnie przeciwnego. - Su zacisnęła usta w cienką linię
- Masz zdecydowanie za dobrą pamięć. Sfinansuje ci to prawko, ale motocykl musisz kupić za własne pieniądze - wyszczerzył do niej wszystkie zęby
- Powoli po trochu odkładałem.
- Bestia - powiedziała psycholog i wstała - chodźmy. Trzeba jeszcze zapytać Sarę o datę wypisu.
- Na jaka planetę odleciałeś? Mówię do ciebie a ty w ogóle mnie nie słuchasz.
- Przepraszam
- Wybaczone, a teraz... powiedz mi jak to z twoją pracą. Dasz radę przez kilka dni tu przychodzić do Daniela? Popołudniami?
- Zaczekaj muszę zadzwonić - zajęło mu to parę minut ale udało się - Załatwione. Cały ten tydzień będę miał pierwszą zmianę, ale na więcej się nie zgodzili - Susan uśmiechnęła się z zadowoleniem
- Myślę, że więcej to nie zajmie. Może nawet mniej
- Co ty planujesz robić w wolnym czasie.
- Wcale nie będzie taki znowu wolny. Planujemy z Sarą wybrać się na zakupy - oczy jej zamigotały z podniecenia - Trzeba kupić tyle rzeczy...
- Rozumiem - powiedział ostrożnie, bo chociaż miał podejrzenia to jednak były one nie potwierdzone - A co zamierzacie kupować?
- Ubrania, meble, farby i parę innych potrzebnych drobiazgów. Najpierw jednak trzeba opróżnić graciarnie. Planuję zrobić wyprzedaż garażową... czemu się tak uśmiechasz?
Nicolas istotnie uśmiechał się i to całkiem szeroko. Miał do tego konkretny powód. Rudowłosa kobieta zmarszczyła brwi.
- Pamiętasz jak 2 lata temu chciałem posprzątać graty stamtąd. Broniłaś tych śmieci rękoma i nogami i stwierdziłaś, że nigdy się tego nie pozbędziesz - uśmiechnął się - założyliśmy się wtedy. Konkretnie o to, że w ciągu najbliższych 5 lat pozbędziesz się tych rzeczy i to była moja opcja. Ty uparłaś się na coś zupełnie przeciwnego. - Su zacisnęła usta w cienką linię
- Masz zdecydowanie za dobrą pamięć. Sfinansuje ci to prawko, ale motocykl musisz kupić za własne pieniądze - wyszczerzył do niej wszystkie zęby
- Powoli po trochu odkładałem.
- Bestia - powiedziała psycholog i wstała - chodźmy. Trzeba jeszcze zapytać Sarę o datę wypisu.
(6 dni później - Daniel)
McCartney w asyście dwóch policjantów poszła po jego rzeczy. On sam do tego piekła wchodzić nie chciał dlatego teraz siedział z panią Shmit w zaparkowanym pod blokiem samochodzie. Nie przypominał sobie by miał aż tyle rzeczy by pakować je przez 2 godziny. Zaczął przysypiać kiedy w końcu się zjawiła. Przez ramię miała przewieszoną średniej wielkości torbę treningową w której zapewne były wszystkie jego przybory szkolne i ubrania. W ręku zaś niosła coś opakowanego w aluminiową folię. Kilka chwil później usiadła na siedzeniu obok kierowcy z miną wyrażającą wielka ulgę.
- Masz bardzo rozgadanych sąsiadów - rzekła zapinając pas
(Sara)
Stanęli przed jednopiętrowym domkiem na obrzeżach miasta. Przypuszczała, że nie tylko ona jest tak podenerwowana. Siedzący na tylim siedzeniu chłopak rozglądał się uważnie dookoła. Za to właścicielka domu była spokojna. Sara wyjęła klucz ze stacyjki, odpięła pas i wysiadła. Nastolatek był wyraźnie spięty. Niepewnie podążał za swoją obecna opiekunką co chwila oglądając się za siebie. Zupełnie tak jakby ktoś miał za chwile wyskoczyć ze śmietnika czy skądkolwiek krzycząc "wracaj skąd przyszedłeś to był żart". To tylko świadczyło o braku pewności siebie, ale ją odzyska. Poszła za nimi. W środku czekał Nicolas z ciepłą herbatą dla pań i sokiem dla nich. Suzi postawiła na stole dopiero co odpakowane ciasto. Podarek od jednej z rozgadanych pań z bloku Daniela. Ciepła szarlotka bardzo przyczyniła się do poprawienia wszystkim samopoczucia. Po należytym odpoczynku przyszedł dla Adkinsa czas na zaznajomienie się z rozkładem domu. Miała tylko nadzieję, że nie jet tak marną projektantką wnętrz jak jej przyjaciółka.
(Daniel)
Pokój był wspaniały. Nie spodziewał się niczego takiego i nie oczekiwał. Niewiele brakowało by się rozpłakał. Ostatnio często płakał...
- Podziękuj Sarze. To ona urządzała ci pokój. Su wcisnęłaby tu wszystko co przypadłoby jej do gustu nie bacząc na to czy do siebie pasuje. Potem pokarzę ci mój. Też odnowiony i ja już za to podziękowałem wczoraj - Daniel obrócił się na piecie o 180 stopni. Nicolas stał w drzwiach. Z ramionami skrzyżowanymi na piersi opierał się o framugę i uśmiechał się. Daniel popatrzył na świeżo upieczonego studenta z wyrzutem po czym zszedł na duł do salonu by faktycznie podziękować dekoratorce.
- Podziękuj Sarze. To ona urządzała ci pokój. Su wcisnęłaby tu wszystko co przypadłoby jej do gustu nie bacząc na to czy do siebie pasuje. Potem pokarzę ci mój. Też odnowiony i ja już za to podziękowałem wczoraj - Daniel obrócił się na piecie o 180 stopni. Nicolas stał w drzwiach. Z ramionami skrzyżowanymi na piersi opierał się o framugę i uśmiechał się. Daniel popatrzył na świeżo upieczonego studenta z wyrzutem po czym zszedł na duł do salonu by faktycznie podziękować dekoratorce.
(Sara)
Pokój Daniela
Chłopak stał już tak kilka minut i najwyraźniej nie wiedział co począć ze sobą. Wyłamywał palce co świadczyło tylko o jego zdenerwowaniu. Prawdopodobnie przyszedł tu z jakimś zamiarem ale stracił całą odwagę. Susan obserwowała go spokojnie tak jak Sara. Daniel jednak nie wyrzekłszy słowa w końcu poszedł na górę.
...
Popołudnie całkiem mile spędzone, pomyślała zapinając pas bezpieczeństwa. Odpaliła silnik i wrzuciła wsteczny chcąc wycofać samochód z podjazdu jednak zatrzymała się. Z domu wypadł Daniel i podbiegł do drzwi od strony kierowcy. Opuściła szybę.
- Co się stało? Zostawiłeś coś u mnie w samochodzie?
- Nie...ja ..ja...chciałempodziekowaćzapanipracę - ledwo zrozumiała co do niej powiedział i już go nie było. Uśmiechnęła się i wycofała samochód - Nie ma za co Dan, nie ma za co. - mruknęła do siebie zerkając w stronę domu i odjechała.
...
Przepraszam za taki długi okres oczekiwania i tak nudny rozdział. Ciężko mi ostatnio cokolwiek napisać. Cierpię na brak weny i lenistwo. Z czego to drugie jest chyba większym problemem (wena kiedyś wróci). Następny rozdział postaram się napisać i dodać szybciej.
Pokój Nicolasa
Pokój Daniela
Subskrybuj:
Posty (Atom)
CHCESZ OTRZYMYWAĆ INFORMACJE O NOWYCH NOTKACH BEZPOŚREDNIO PO TYM JAK SIĘ POJAWIĄ? NAPISZ SWÓJ NUMER GG BĄDŹ ADRES MAIL W KOMENTARZU! NA PEWNO O TOBIE NIE ZAPOMNĘ ^^.


